Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb.

Jeśli nie zmienisz ustawień dotyczących cookies w Twojej przeglądarce, wyrażasz zgodę na ich umieszczanie na Twoim komputerze przez administratora serwisu Chomikuj.pl – Kelo Corporation.

W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce internetowej. Dowiedz się więcej w naszej Polityce Prywatności - http://chomikuj.pl/PolitykaPrywatnosci.aspx.

Jednocześnie informujemy że zmiana ustawień przeglądarki może spowodować ograniczenie korzystania ze strony Chomikuj.pl.

W przypadku braku twojej zgody na akceptację cookies niestety prosimy o opuszczenie serwisu chomikuj.pl.

Wykorzystanie plików cookies przez Zaufanych Partnerów (dostosowanie reklam do Twoich potrzeb, analiza skuteczności działań marketingowych).

Wyrażam sprzeciw na cookies Zaufanych Partnerów
NIE TAK

Wyrażenie sprzeciwu spowoduje, że wyświetlana Ci reklama nie będzie dopasowana do Twoich preferencji, a będzie to reklama wyświetlona przypadkowo.

Istnieje możliwość zmiany ustawień przeglądarki internetowej w sposób uniemożliwiający przechowywanie plików cookies na urządzeniu końcowym. Można również usunąć pliki cookies, dokonując odpowiednich zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.

Pełną informację na ten temat znajdziesz pod adresem http://chomikuj.pl/PolitykaPrywatnosci.aspx.

Nie masz jeszcze własnego chomika? Załóż konto
Luca
  • Prezent Prezent
  • Ulubiony
    Ulubiony
  • Wiadomość Wiadomość

Łukasz

widziany: 21.11.2021 17:43

  • pliki muzyczne
    0
  • pliki wideo
    117
  • obrazy
    5947
  • dokumenty
    90

6154 plików
1,22 GB

« poprzednia stronanastępna strona »
  • 43 KB
  • 17 sty 18 16:01
Dzień czwarty, czwartek 10 sierpnia 2017

Spało mi się nawet całkiem nieźle na tym studenckim łożu. Rzekłbym nawet, że mają wygodniejsze te łóżka niż w naszych akademikach, choć dawno nie bywałem to mogę się teraz mylić. Mój pokoik o poranku wygląda właśnie tak:
  • 42 KB
  • 17 sty 18 16:01
Pani babcia portierka tak mnie polubiła, że na noc dostałem różową pościel w kwiatki i serduszka.
  • 46 KB
  • 17 sty 18 16:01
W ogóle mam jakieś takie podejrzenia, że nieświadomie ulokowałem się w babskim pokoju, bo ściany i zasłony też różowe. Oj tam, przecież nikt się nie dowie.
Ważne, że poranny prysznic będzie już w stylu męskim. Duży bojler z cieknącą wodą i podstawiony kawałek rozciętej plastikowej butelki, żeby nie zalało całej łazienki. Woda sobie kapała całą noc, jednak wcale mi to nie przeszkadzało.
  • 44 KB
  • 17 sty 18 16:01
Nad kabiną prysznicową oczywiście dorodna pleśń, czyli tylko dla prawdziwych twardzieli.
  • 77 KB
  • 17 sty 18 16:00
Lokal okazał się być już wcześniej zamieszkały przez sześcionożne stworzonka. Okazało się, że jeden przepłacił życiem moją wizytę, choć może to zupełny zbieg okoliczności.
Po prostu wybrał ten sam dzień na dokonanie żywota a może tylko udawał martwego.
Jest też druga opcja, że karaluch mnie ugryzł w nocy i to go wykończyło.
  • 82 KB
  • 17 sty 18 16:00
W każdym bądź razie ja noc przeżyłem i czuję się dobrze. Jelonek z resztą też. Stoi dzielnie pod oknem, tak jak go zostawiłem.
  • 44 KB
  • 17 sty 18 15:59
Pora się rozstać z tym miejscem. Ogarnąłem trochę pokój i zostawiłem na stoliku parę hrywien dla sympatycznej babci portierki. Pewnie zarabia tu grosięta to się ucieszy.
Jest nawet tabliczka na którą wczoraj nie zwróciłem uwagi. Komnaty dla przyjezdnych, czy jakoś tak. No to nie spałem w jakimś tam pospolitym pokoju, tylko w najprawdziwszej komnacie.
  • 81 KB
  • 17 sty 18 15:59
Jelon jak zawsze odpalił od pierwszego dotknięcia startera i już mogłem śmignąć w stronę domu. Teraz w dzień wszystko wygląda o wiele przyjaźniej.
Jak szukałem tego akademika to mijałem charakterystyczną cerkiew, którą nie sposób przeoczyć. Jak ktoś kiedyś będzie szukał noclegu w tym miejscu to łatwiej trafi.
  • 128 KB
  • 17 sty 18 15:59
Współrzędnych GPS sobie nie zapisałem, ale postaram się teraz zlokalizować to miejsce na internetowej mapce. To chyba było gdzieś tu:
  • 89 KB
  • 17 sty 18 15:59
Wróciłem do punktu wyjścia, czyli do pomnika obok koszar wojskowych. Teraz już wiem jak się te koszary nazywają, jest to Akademia Wojsk Lądowych a ten wojenny pomnik jest przed Parkiem kultury i odpoczynku imienia Bogdana Chmielnickiego.
Zjechałem na dół na starówkę i od razu zaczął mnie gonić niebieski tramwaj nr 1138.
  • 104 KB
  • 17 sty 18 15:57
Podłoże było ze starej, śliskiej kostki, więc ucieczka przed tramwajem nie była łatwa, zwłaszcza, że w niektórych miejscach kostka nie była tak równo położona jak na tym zdjęciu.
Szczeliny między kostkami są raczej duże i Jelonem mocno telepie. W końcu jednak udało się uciec tramwajowi. Tramwaj został przechytrzony, bo sprytny Jelon zrobił skok w bok, tam gdzie nie ma torów a tramwaj jak głupi uczepił się torowiska.
  • 81 KB
  • 17 sty 18 15:57
Niestety śpieszyło mi się już do domu, więc postanowiłem nie marnować czasu na zwiedzanie lwowskiej starówki, a jest co zwiedzać. Pierwszym razem jak byłem we Lwowie, zobaczyłem tylko wycinek starówki i teraz jestem mocno zdziwiony, że starówka jest aż tak rozległa.
Miałbym tu spokojnie co robić przez cały dzień. Interesujących miejsc i zabytków jest sporo. Zdjęć też nie robiłem, nawet na czerwonych światłach, bo miejski ruch w sporej części odbywał się na żywioł i cały czas musiałem uważać. Starałem się jednak wzrokowo wyłapać co ciekawsze miejsca z nadzieją, że jeszcze kiedyś tu wrócę i dokładniej zapoznam się z ofertą lwowskiej starówki.
Z takich ciekawostek to chciałem znaleźć papier toaletowy z podobizną Putina, bo podobno taki można spotkać w ukraińskich sklepach, jednak tak na szybko nie udało się.
W zamian mam inną cyknietą fotkę, obrazującą obecne stosunki ukraińsko-rosyjskie. Na drzwiach do sklepu otwarcie ogłasza się, że preferuje się tutaj produkty pochodzenia ukraińskiego i obowiązuje zakaz wstępu dla krwiożerczych matrioszek i wymalowanej trzody chlewnej. Te znaczki można też inaczej zinterpretować, ale pozwolicie, że się powstrzymam.
  • 72 KB
  • 17 sty 18 15:57
Jazda po starówce zrobiła się dosyć męcząca, bo temperatura dzisiejszego dnia wyjątkowo szybko się podnosi a powiewu chłodzącego wiaterku nie ma z powodu niskich prędkości. Poza tym to kompletnie nie wiem gdzie jestem, bo cały czas jadę przed siebie z nadzieją, że gdzieś w końcu wyjadę na obrzeża miasta.
Ruch jest coraz większy i zaczynają się tworzyć nieprzyjemne korki. Staram się oczywiście je omijać, ale chwilami staje się to dosyć ryzykowne ze względu na brak przewidywalności zachowań ukraińskich kierowców. Kilka razy zostałem solidnie obtrąbiony i musiałem nieco spuścić z tonu.
Taka trochę miejska dzicz, motocyklistów jak na lekarstwo i kierowcy puszek nie są przyzwyczajeni do przeciskających się jednośladów.
Chcąc, nie chcąc, wylądowałem tuż przed Dworcem Centralnym. Tutaj to się nazywa Wagzał, czy też Wogzał, czy jakoś tak.
Ciekawa jest sama nazwa wokzał. Podobno rosyjscy inżynierowie byli z wizytą w Londynie (nie mylić z Lądkiem Zdrój) i podczas tej wizyty pokazano im linię kolejową w dzielnicy Londynu Vauxhall. Na stacji oczywiście widniał duży napis z nazwą dzielnicy. Potem, gdy Rosjanie otwierali pierwszą stację kolejową w Petersburgu, dziwnym zbiegiem okoliczności na stacji pojawił się duży napis вокзал i tak to do dnia dzisiejszego wszystkie stacje kolejowe za naszą wschodnią granicą, dzierżą taką właśnie nazwę.
  • 107 KB
  • 17 sty 18 15:57
Miałem jeszcze trochę błądzenia na azymut, lecz w końcu wydostałem się z okowów miasta.
Znalazłem się na drodze M10. Przyszła pora w końcu wyciągnąć mapę z kufra i zorientować się gdzie jestem. Droga M10 prowadzi w stronę Rzeszowa na przejście graniczne w Korczowej a ja chciałem jechać na Hrebenne. Nic to, przed Iwano-Frankowem jest przebitka na M09 i wyskoczę w miejscowości Żowkwa, po naszemu Żółkiew. Nie jest źle, trochę nadrobię kilometrów, ale w końcu wyląduję na właściwej drodze.
Bez problemu znalazłem odpowiednią krzyżówkę i zjechałem z głównej M10 na prawo.
Od razu zrobiło się przyjemniej, ruch zmalał i okolica wydała się ciekawsza. Jeziorka, lasy i asfalt lepszy jak na głównej. To był dobry pomysł, żeby tędy jechać.
Jazda przez gęste lasy była tylko przyjemnością w ten gorący dzień. Niestety teren zalesiony szybko się skończył i znowu musiałem się prażyć na słońcu. Do tego jeszcze dobry asfalt też się skończył i wylądowałem na starym, popękanym z dziurami, ale i tak się cieszyłem , że to nie szuter.
Teraz jadę przez wioski, których jest całkiem sporo, lecz są raczej takie przeciętne i nie marnuję czasu na robienie niepotrzebnych fotek. Szukam za to jakiegoś baru z kwasem.
Nie musiałem długo czekać i bar się znalazł i to z beczkowym trunkiem, jednak nic mi po tym, bo mają tylko piwo. Kwasu niet.
Słońce świeci z samej góry, wyjątkowo dzisiaj przypiekając. Teraz już o niczym innym nie myślę, jak tylko o chłodnym, delikatnie gazowanym kwasie. To się chyba nazywa uzależnienie.
  • 120 KB
  • 17 sty 18 15:57
Jest kolejny bar a nawet restauracja. Wparowałem do środka i od razu pytam czy jest kwas?
Ładna pani kelnerka patrzy na mnie spod łba, jakby nie lubiła motocyklistów. Wycedziła przez perłowe ząbki, że kwas jest.
- no to poproszę balszoj i jeszcze kawę do tego, też dużą, taką amerykana.
Pani nalewa kwas i pokazuje , żebym usiadł przy stoliku. No i już wiem o co chodzi. Pani dopiero co zmyła podłogę a ja wlazłem w buciorach i zaciapałem całą. Nie będę ryzykował, że dostanę jakąś mokrą ścierą i wyszedłem usiąść przy stoliku na zewnątrz. Teraz przynajmniej nie zostawię kolejnych śladów. Pora jest przedpołudniowa i restauracja jeszcze świeci pustkami.
Po chwili pani kelnerka przyniosła mi taki o to idealny zestaw ratunkowy:
  • 64 KB
  • 17 sty 18 15:56
Tego mi było trzeba, świat od razu wygląda radośniej.
Tak sobie siedzę i podziwiam okolicę i zwróciłem uwagę na pobliski kościół przy którym prowadzone były jakieś prace budowlane.
  • 32 KB
  • 17 sty 18 15:56
Wytężam wzrok a raczej mieszanka kawy i kwasu, poprawia moje pole widzenia i ot tak płynnie zaczynam czytać po ukraińsku. To jednak nie ja nagle nauczyłem się świetnie czytać po ukraińsku a te literki są jakoś tak dziwnie po polsku.
Nie wiem czy będzie na tej fotce dobrze widać, ale na kościele widnieje napis w języku polskim; Parafia Rzymskokatolicka Miłosierdzia Bożego, czyli najprawdopodobniej sporo Polaków tutaj mieszka.
Dopiłem kawkę, idę zapłacić i widzę, że pani kelnerka dopiero co pościerała moje poprzednie ślady. Drugi raz przecież nie wejdę w buciorach i wołam od progu, że już chcę zapłacić. Wróciłem do stolika i grzecznie czekam. Lepiej niech teraz sama sobie zaciapie podłogę.
Chyba jej przeszło, bo teraz nawet się uśmiechnęła, przynosząc rachunek. Dorzuciłem jeszcze conieco za straty moralne, wynikłe z zabrudzenia podłogi, podziękowałem i ruszyłem w dalszą drogę.
Było już niedaleko, więc szybko dotarłem do miasteczka Żowkwa. Teraz tylko muszę dojechać do drogi głównej i odbić w lewo w stronę granicy. Zabudowań jakoś tak szybko przybywa, pojawiają się całkiem spore fabryki, zakłady, kilka przecznic kolejowych.
Całkiem spora ta Żowkwa. Dotarłem jednak do drogi głównej z całkiem sporym ruchem i tak jak miałem w planach, odbiłem w lewo. Miasteczko jednak się nie kończy i robi się coraz większe i większe i jest też coraz więcej samochodów. Co jest grane, na mapie to miasteczko nie wyglądało, że jest aż tak duże? Coś mi tu nie gra, jednak jadę dalej przed siebie, bo za bardzo innej opcji nie mam. Zobaczyłem samochód na polskich blachach, więc w swojej naiwności założyłem, że na pewno jedzie w stronę granicy i ruszyłem za nim.
Minęliśmy kilka sporych krzyżówek ze światłami i skręcił w zupełnie nieoczekiwanym kierunku. Zgłupiałem teraz do reszty. Nie ma rady, zatrzymałem się na poboczu i odpalam GPS w komórce. GPS coś jednak nie chce zaskoczyć i cały czas pokazuje, że jestem we Lwowie. Potrząsam komórką, klepię po facjacie, bo czasem robi mi takie figle. Nic to jednak nie dało, więc schowałem ją do kieszeni.
Chcę zawrócić, jednak dwa pasy prowadzą w jedną stronę i dwa w drugą a środkiem są barierki. No i potem to już dojechałem do torów tramwajowych i w oddali zobaczyłem znany mi już budynek Wogzał. Faktycznie jestem znowu we Lwowie, ale jakim cudem?
No teraz to się nieco zdenerwowałem na moją własną głupotę i ignorancję. W mieście zrobił się już upał i jazda w tych korkach daje popalić. Tylko jak teraz wydostać się z tego piekielnego miasta? Coś nie chce ten Lwów mnie wypuścić…
  • 82 KB
  • 17 sty 18 15:44
Teraz już nie obyło się bez zasięgnięcia języka u tubylców. Jakimi zakamarkami miasta mnie poprowadzili to do dziś dnia nie rozgryzłem. Było dosyć nerwowo, potu wylałem kilka wiader, jednak tym razem w końcu wjechałem na właściwą drogę M09, prowadzącą wprost na przejście Hrebenne.
Później w domu przeanalizowałem na internetowych mapach całą sytuację i już chyba wiem gdzie pierwotnie błąd popełniłem.
W miejscowości Łozina powinienem pojechać w lewo a pojechałem prosto. Na mapie w lewo (kropeczki) była główna droga a w rzeczywistości ta na prosto miała lepszą nawierzchnię i mylnie przyjąłem ją za właściwą. Oczywiście żadnych drogowskazów nie było. Ta w lewo wyglądała na jakąś boczną a nie na główną. Do tego jeszcze słońce na niebie w zenicie i kompletnie nie wyczułem zmiany kierunku. Jednym słowem dałem ciała i tyle. Mimo, że przeważnie udaje mi się nawigować na papierowe mapy i azymut to od czasu do czasu robię takiego strzała, gubiąc się w czasoprzestrzeni.
  • 58 KB
  • 17 sty 18 15:44
Teraz mogę się z tego pośmiać i wrzucić do czarnego worka z napisem ‘Luca zaginiony w akcji’. Plusy są takie, że intensywnie Lwów pozwiedzałem dwa razy jednego dnia.
Dalsza droga trasą M09 była prosta jak drut, tylko ten żar z nieba dawał popalić. Już przy prędkości stu na godzinę nie było przyjemnego chłodzenia, tylko gorący powiew jak z suszarki na ostatnim biegu.
Miasteczko Żółkiew w którym miałem pierwotnie wyskoczyć, teraz szybko minąłem obwodnicą i dalej leciałem drogą prostą jak wspomniany drut.
  • 67 KB
  • 17 sty 18 15:40
Starałem sobie przypomnieć czy przy granicy są jakieś sklepy z łakociami i jakoś sobie nie przypominam to lepiej kupię w Rawie Ruskiej. To takie małe miasteczko, nic specjalnego, lecz najważniejsze, że jest całkiem fajny market. Nabyłem 3,5 litra kwasu a resztę przestrzeni bagażowej wypełniłem słodyczami dla dzieciaków. Znalazło się miejsce nawet na mały zapas całkiem niezłej lwowskiej kawy.
Do granicy został już tylko kawałek i zanim się obejrzałem byłem już na miejscu. Najpierw jednak stacja benzynowa i tankowanie do pełna paliwa i powietrza. Oczywiście działającego kompresora po tej stronie granicy się nie znajdzie. Objechałem wszystkie stacje i nigdzie nie da się uzupełnić powietrza w kołach.
Zostało mi jeszcze kilka hrywien, więc zaatakowałem bar przy jednej ze stacji.
Sprawdzonym sposobem rzuciłem na ladę wszystko co mam i robiąc oczy kota ze Shreka, poprosiłem, żeby mnie pani czymś nakarmiła i jak starczy to jeszcze kawą poczęstowała.
Barmanka skrzętnie policzyła wymiętolony stosik papierowych banknotów, chwilę się zastanowiła i dostałem taki o to konsumpcyjny zestawik;
  • 70 KB
  • 17 sty 18 15:40
Nawet podgrzała mi bułkę w mikrofali, lecz kawę niestety dostałem bez mleka. Gdy poprosiłem o odrobinę białego dodatku, pani była nieugięta i zażądała dodatkowych dwóch hrywien. Skąd ja teraz wytrzasnę całe dwie hrywny? Przeszukałem jeszcze raz wszystkie kieszenie i niczym jakiś sławny magik, wyciągnąłem z jednej z kieszeni dwie monety po jednej hrywnie. Sam byłem zaskoczony, że jeszcze coś miałem. Dostałem za to jedno małe mleczko w plastikowym opakowaniu, które dopełniło oczekiwanego smaku.
Bułka była smaczna i kawa również. Okazało się później, że ten ostatni posiłek nie był bez znaczenia w energetycznym bilansie mojego wymęczonego organizmu.
Minęła godzina pierwsza, zatem najwyższa pora przejechać na drugą stronę granicy. Przez tą dzisiejszą podwójną wizytę we Lwowie, straciłem niepotrzebnie ze dwie godziny cennego czasu. Widoczna długa kolejka tirów już zapowiada nieciekawy dalszy obrót wydarzeń.
Oczywiście nie czekam tylko jak przeciętny motocyklista, wciskam się na początek kolejki. Potem nie ma się co dziwić, że kierowcy puszek nienawidzą motocyklistów. Oni się prażą w pełnym słońcu a ja sobie bezczelnie jadę. Nauczony doświadczeniem, dojechałem do kolczatek i czekam na uzbrojonego strażnika. Nie ma nikogo i aż kusi, żeby jechać dalej, jednak wiem, że nie mogę pominąć tego punktu programu, bo dają tutaj karteczkę do zbierania pieczątek, bez której nie sposób przekroczyć granicy. W końcu mundurowy wyłonił się z nikąd, spisał numery rejestracyjne, ilość paliwa w zbiorniku, wręczył oczekiwaną kwadratową karteczkę i mogłem jechać dalej. Teraz czeka mnie kolejna kolejka, którą oczywiście mijam bokiem i wciskam się pod zadaszenie, bo żar z nieba wypala mi mózg. W mediach podają, że w cieniu jest 34˚C, ale wydaje mi się, że tutaj przy asfalcie i betonie uzbiera się znacznie więcej. Cały czas mówię o cieniu, bo w słońcu jak dla mnie to będzie z 50˚C. Dzisiaj jest jeden z najgorętszych dni lata o ile nie naj. Zdjąłem z siebie co mogłem, lecz skórzane spodnie i buty muszę nadal dźwigać na sobie. Przecież nie będę na boso w slipkach przechodził odprawy, chociaż myśli takie już mam.
  • 92 KB
  • 17 sty 18 15:40
Okazało się, że za daleko wjechałem, bo strażnik zebrał już paszporty i zniknął w budce. Potem inny strażnik oddał zebrane paszporty i też gdzieś zniknął. Kilka samochodów, które wcześniej minąłem, teraz mija mnie. Zniecierpliwiony poszedłem zanieść swój paszport do okienka. Miła pani w okienku go wzięła, po czym zaraz oddała i mówi, że nie może mnie puścić dalej. Najpierw musi mnie sprawdzić jakiś celnik w dużej zielonej czapce. No to czekam i czekam i czekam. Po pół godziny idę znowu do okienka i pytam o tego pana w wielkiej zielonej czapce. Dowiaduję się, że powinien być, ale zaginął gdzieś w akcji i nikt nie wie gdzie jest. Trzeba czekać i tyle. Sąsiednie boksy są sukcesywnie odprawiane przez innych celników a ja tu skutecznie utknąłem. Przedostać się do sąsiedniej odprawy nie ma jak. W końcu po kolejnych piętnastu minutach pan się zjawił i procedura ruszyła. Było jeszcze trochę biurokracji, jednak jakoś poszło. Widać, że dzisiejszego dnia nikomu z mundurowych się odprawiać podróżnych nie chce. Cały spocony, przebiłem się na ziemię niczyją. Jeszcze tylko odprawa po polskiej stronie i będzie już z górki. Niestety polskim celnikom też się nie chce i trzeba czekać w sporej kolejce. Wpuszczają do kolejnych boksów po 8-10 pojazdów i zamykają.
Widzę ruch w którymś z boksów i dodaję gazu, starając się tam zdążyć. Strażnik już zaciąga łańcuch, ale się zlitował i jeszcze mnie wpuszcza. Za mną pojawił się kolejny motocykl i też się wcisnął. Łańcuch zapięty i nikt się już nie wedrze. Od całej grupy strażnik zebrał paszporty i zniknął w klimatyzowanym pomieszczeniu. Po tej stronie upał jest jeszcze gorszy, ponieważ dach wykonano z przeźroczystego tworzywa i robi się szklarnia. Temperatura jest jak w piekarniku, powietrze ani drgnie i jest niemiłosiernie duszno, do tego stopnia, że zrobiło mi się słabo i na chwilę musiałem się położyć na ławeczce. Wypiłem z litr wody i pomału zacząłem dochodzić do siebie. Jak widać z wiekiem moja tolerancja na przegrzanie organizmu spada, bo nigdy wcześniej mi się tak nie działo. Dobrze, że wcześniej coś zjadłem i wypiłem kawę, bo niewiele brakło i teraz padłbym nieprzytomny.
  • 46 KB
  • 17 sty 18 15:39
Na motocyklu, który za mną się jeszcze wcisnął, przyjechało młode małżeństwo z Litwy. Motocykl to jakaś sportowa Honda, ale co to za Honda to nie wiem, bo już malowana i żadnych emblematów nie miała, a po samym wyglądzie to za cienki jestem, żeby prawidłowo zidentyfikować. Trochę sobie pogadaliśmy łamaną angielszczyzną o podróżowaniu. Zrobili ładne kółko i właśnie wracają do domu. Przejechali przez Polskę, Słowację Węgry, Rumunię, Mołdawię i Ukrainę. Wracając w Polsce spędzą jeszcze jeden nocleg i jutro planują dotrzeć do swojego domu. Są jeszcze bardziej zmęczeni niż ja i upał też daje im popalić. Najpierw zgodnie leżeliśmy, ja na jednej ławeczce a oni na drugiej, dopiero później zaczęliśmy rozmawiać. W Rumunii mieli małego ślizga i urwało im stelaż od bocznego kufra. Na szczęście im się nic nie stało a kufer dało się przymocować taśmami. Mieli więcej kilometrów do nawinięcia to puściłem ich przed siebie.
Zeszło ze 40min, zanim odzyskaliśmy paszporty. Przy odprawie celnej też nieco zeszło. Ich potraktowali ulgowo a mi trochę przetrzepali bagaże. Pewnie dlatego, bo nie miałem żadnego przemycanego alkoholu. Obserwując ruch na przejściu, przekonałem się, że dzisiejszego dnia najszybszą odprawę mają wycieczkowe autobusy. W czasie gdy trzymany był Jelon razem z osobówkami, na pasie dla autobusów odprawione zostały całe dwa autokary. Było to zrobione w prosty sposób, wszyscy wychodzili z autobusu i zabierali swoje bagaże i szli na zapewne klimatyzowaną odprawę indywidualną. Celnik sprawdzał tylko czy autobus został zupełnie pusty i autokar czekał aż wszyscy podróżni wrócą z odprawy. Całość szła sprawniej niż na przejściu dla osobówek.
Upał sprawił, że wszyscy są dzisiaj mocno podirytowani, łącznie ze strażnikami. Nie chcę nawet myśleć ile musiałbym się tu męczyć, gdybym przekraczał to przejście samochodem? Pewnie jeszcze czekałbym w kolejce po stronie ukraińskiej. Motocyklem przedostanie się do kraju, zajęło mi bite trzy godziny. Z moimi nowymi znajomymi z Litwy, pożegnałem się już z dziesięć minut wcześniej.
Jadąc odczuwam ulgę, że mam to przejście graniczne za sobą, lecz temperatura powietrza jest nadal nie do zniesienia. Przed Tomaszowem Lubelskim na pierwszej lepszej stacji benzynowej bez problemu uzupełniłem niedobór powietrza. W mieście wstąpiłem na cmentarz, zmówić modlitwę za Lucjana. To kolega motocyklista z którym swego czasu dane mi było spędzić sporo niezapomnianych, motocyklowych chwil. Dawno nie odwiedzałem jego grobu i miałem trochę kłopotu z przypomnieniem sobie lokalizacji. Po wypiciu sporej części z wwiezionego do Polski zapasu kwasu, pamięć wróciła i odnalazłem grób Lucjana.
Po chwili zadumy ruszyłem w stronę domu. Teraz to już tylko nawijam kilometry na koła i staram się jak najmniej zatrzymywać. Jestem już mocno zmęczony i chcę jak najszybciej dotrzeć na łono rodziny.
Przed Biłgorajem zrobiło się wściekle parno a na horyzoncie pojawiły się chmury z piorunami. Nie czekając aż rozpada się na dobre, zaatakowałem miejscową Biedronkę.
  • 110 KB
  • 17 sty 18 15:39
Głód zaczął mi doskwierać, więc po szybkich zakupach, wykorzystując ciszę przed burzą, rozłożyłem się przed sklepem z obiadokolacją. Na deser był zimny rożek dla dodatkowej ochłody. Potem się rozpadało i w dalszą drogę ruszyłem już w deszczu. Ten wyjazd zacząłem w deszczu i kończę też w deszczu. Nie powiem, żebym narzekał, bo burza dała niesamowite orzeźwienie. Upał zniknął i zrobiło się przyjemnie ciepło. Zupełnie jakbym brał rozkoszny prysznic. W końcu przebiłem się przez burzę i asfalt ponownie zrobił się suchy, lecz niebo pozostało zaciągnięte chmurami i jechało się już komfortowo.
Kilkadziesiąt kilometrów za Biłgorajem, przed jedną z krzyżówek, chcę z piątki zbić bieg w dół i nie mogę. Nie mam czym zmienić biegu, instynktownie szukam nogą dźwigni i nie mogę na nią trafić.
Przez krzyżówkę na wciśniętym sprzęgle, przeleciałem rozpędem. Zatrzymałem się, zgasiłem silnik i zerkam co się dzieje. Zgubiłem całą dźwignię zmiany biegów, po prostu nie ma jej? Rozglądam się za siebie i nic leżącego na drodze nie widzę. Muszę się śpieszyć, żeby jakiś samochód nie rozjechał mi dźwigni, bo nie będę miał potem jak wrócić do domu. Biegnę na drugą stronę krzyżówki i też nic leżącego na asfalcie nie widzę. No pięknie, sobie pomyślałem, może odpadła kilka kilometrów wcześniej albo nawet gdzieś w Biłgoraju, bo raczej długo jechałem na piątce. Wróciłem do motocykla i zastanawiam się co teraz zrobić? Patrzę pod silnik a tam jak gdyby nigdy nic, dźwignia w całości wisi sobie pod silnikiem.
  • 72 KB
  • 17 sty 18 15:39
Kamień z serca. Musiał puścić pierścień zabezpieczający i dźwignia podczas jazdy zsunęła się ze sworznia i wisiała na cięgnie. Taki odnaleziony mały kawałek metalu a jak potrafi ucieszyć człowieka. Wsunąłem dźwignię na miejsce i zabezpieczyłem kawałkiem drucika. Dobrze, że jeszcze mi odrobina została, bo dwa miesiące temu, zużyłem prawie cały zapas na prowizoryczną naprawę zerwanej linki gazu, pewnej kieleckiej motocyklistki.
Mam nadzieję, że teraz takie druciarskie zabezpieczenie wystarczy i spokojnie na tym patencie dojadę do domu. Jak się później okazało patent wytrzymał i nie miałem już problemu ze zmianą biegów do samego końca dzisiejszej drogi.
  • 40 KB
  • 17 sty 18 15:38
Nie obyło się jednak bez strat w ludziach, bo przez pośpiech i nieuwagę przypiekłem sobie kostkę na dłoni od rozgrzanego kolanka. To chyba jakieś fatum albo po prostu tradycja, bo nie wiem czy pamiętacie ale w 2012 roku jak pierwszy raz wracałem z Ukrainy, też tym samym przejściem granicznym i też niespodziewanie straciłem biegi za Biłgorajem. Tylko, że wtedy zeskoczyło samo cięgno, łączące dźwignię zmiany biegów ze skrzynią i też naprawiałem przy pomocy drucika i też wtedy oparzyłem sobie łapę o rozgrzany wydech.
Wprawdzie teraz oparzyłem się trochę mniej, ale tradycja podtrzymana. Rękawica podczas jazdy dodatkowo drażniła mi to miejsce i łapa pod koniec ładnie spuchła. Najbardziej bolało przy wkładaniu i ściąganiu rękawicy, jednak trza być twardym a nie miętkim hihi ałał.
  • 58 KB
  • 17 sty 18 15:38
Najważniejsze, że Jelon znowu śmiga. Po chwili ponownie zaczęło padać, jednak już nie tak intensywnie. Droga w deszczu jednak męczy i jak tylko przestało moczyć z góry to zrobiłem sobie za wsią Bojanów mały postój przy ciekawie wyglądającej wieży.
  • 78 KB
  • 17 sty 18 15:38
Chciałem wjechać kawałek w las a tu niespodzianka, teren zamknięty. Teren jest przeznaczony na poligon wojskowy to lepiej zostanę tu gdzie jestem.
  • 59 KB
  • 17 sty 18 15:38
Wieś Bojanów chwali się, że jest najpiękniejszą wsią na Podkarpaciu. Zupełnie nie wiem dlaczego uznano tą wieś w 2014 roku za najpiękniejszą, bo jest raczej taka niczym nie wyróżniająca się. Znam wiele ładniejszych wiosek na Podkarpaciu, choć ocena co jest tak naprawdę najładniejsze to tylko kwestia gustu.
  • 84 KB
  • 17 sty 18 15:38
Bardziej jednak jestem zainteresowany tym co to za wieża jest, pod którą się zatrzymałem. Być może jest to jakaś wieża do obserwowania tego co się dzieje na poligonie wojskowym, albo do wypatrywania niechcianych intruzów.
Zaciekawiony podszedłem bliżej, wybadać przeznaczenie nietypowego obiektu. Nagle na samym czubku wieży, otworzyło się okienko i wysunęła się czyjaś głowa. Oho już mnie namierzyli. No nic, najwyżej dostanę opieprza, żebym się tu więcej nie pałętał. Głowa na szczęście nic obraźliwego nie krzyczy to nieśmiało idę dalej. Po chwili okienko się zamknęło. To jednak nie koniec, bo za parę sekund usłyszałem jak otwiera się metalowy właz w podłodze. Owa głowa teraz już z resztą korpusu, zakończonego standardowymi kończynami, zaczęła schodzić metalowymi schodkami w dół. Oho teraz to mi się dostanie. Jeszcze mnie skują, aresztują i długo będą przesłuchiwać. Zanim człowiek w mundurze zdąży zejść na sam dół to ja przecież dobiegnę do Jelona i się stąd błyskawicznie ulotnię.
Zanim jednak zdążyłem to zrobić, na ogrodzeniu dostrzegłem tablicę z nazwą DOSTRZEGALNIA PRZECIWPOŻAROWA. Nigdy z czymś takim się nie spotkałem, więc cierpliwie czekam co będzie się działo dalej.
Ów człowiek zszedł na sam dół i zaczął forsować ogrodzeniową bramkę wyjściowo-wejściową. Jak gdyby nigdy nic, grzecznie powiedziałem:
- dzień dobry
- dzień dobry, człek odpowiedział i zaczęła się rozmowa jakbyśmy się znali od dawna. Bardzo sympatyczny leśniczy, który właśnie kończył dzień swojej pracy.
« poprzednia stronanastępna strona »
  • Pobierz folder
  • Aby móc przechomikować folder musisz być zalogowanyZachomikuj folder
  • dokumenty
    0
  • obrazy
    40
  • pliki wideo
    0
  • pliki muzyczne
    0

40 plików
2,81 MB




wadem-film napisano 17.01.2016 18:47

zgłoś do usunięcia

Video.Box napisano 31.01.2016 19:07

zgłoś do usunięcia
wagnerka9595

wagnerka9595 napisano 2.02.2016 19:33

zgłoś do usunięcia
obrazek
Filmy2017

Filmy2017 napisano 28.08.2017 10:55

zgłoś do usunięcia
P.Kuba-47

P.Kuba-47 napisano 27.11.2017 11:39

zgłoś do usunięcia
FILMY--2017

FILMY--2017 napisano 27.11.2017 12:32

zgłoś do usunięcia
DZIACHO1966

DZIACHO1966 napisano 5.12.2018 09:27

zgłoś do usunięcia
zapraszam do pobierania i chomikowania na pewno znajdziesz cos dla siebie
GrazynaWol

GrazynaWol napisano 30.05.2019 17:22

zgłoś do usunięcia

obrazek

Serdecznie pozdrawiam i życzę miłego popołudnia i wieczoru...

gacenag360

gacenag360 napisano 22.11.2020 16:03

zgłoś do usunięcia
Swietny chomik
Legalna2RP

Legalna2RP napisano 18.10.2021 21:31

zgłoś do usunięcia
Zapraszam do obejrzenia bardzo ciekawego wideo o życiu pozaziemskim pt. "ODKRYCIE NIE Z TEJ ZIEMI. BURZYWIESTNIK", w którym dr Franc Zalewski wyjaśnia czym jest to coś i co skrywa tajemnica dzisiejszego świata.

Musisz się zalogować by móc dodawać nowe wiadomości do tego Chomika.

Zaprzyjaźnione i polecane chomiki (1)Zaprzyjaźnione i polecane chomiki (1)
Zgłoś jeśli naruszono regulamin
W ramach Chomikuj.pl stosujemy pliki cookies by umożliwić Ci wygodne korzystanie z serwisu. Jeśli nie zmienisz ustawień dotyczących cookies w Twojej przeglądarce, będą one umieszczane na Twoim komputerze. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia. Dowiedz się więcej w naszej Polityce Prywatności