|
|
|
11 dni. W tym 7 na zdjęcia. Tyle czasu zajęło mi zrobienie filmu, o którym myślałem już od dawna. Podczas roku szkolnego nasunęła mi się wizja filmu o dwóch ludziach, którzy całe życie siedzą w schronie, zniszczony świat obserwując jedynie przez szybę (tak, to dlatego pierwsze ujęcie filmu wygląda w ten sposób), rozmawiając o byle czym, zastanawiając się czy nie wyjść na powierzchnię. W końcu wychodzą i wszystko okazuje się jedynie namalowaną planszą, czymś co było im wmawiane od dzieciństwa. Świat kręci się dalej. To był pierwszy świadomy plan wykorzystania green screena w realiach Fallouta. Niewykluczone, że kiedyś ten plan zrealizuję. W każdym bądź razie pomysł ten ewoluował. W wyobraźni stawiałem coraz to śmielsze kroki, analizując co jest możliwe do wykonania, a czego nie jestem w stanie zrobić. Czas mijał, ja wykonałem parę odcinków absurdalnej komedii "Szpital", która ciągnie się za mną od klasy trzeciej gimnazjum. Nadszedł listopad, wybrałem się ze (wtedy jeszcze nie swoją) dziewczyną do kina na 2012. Stało się to bodźcem do mojego głębszego rozważenia realizacji filmu w wirtualnym środowisku. Przez chwilę nawet sam usiłowałem coś stworzyć w 3d Wink. Nadeszło Boże Narodzenie i Iza (pozdrowienia, skarbie ;-) podarowała mi green screena w prezencie. Yeah - 2,75 na 5 metrów. To daje możliwości. Ale cóż poradzić - zima sroga, nie było miejsca odpowiednio ciepłego aby prowadzić eksperymenty.
Następne kilka miesięcy upłynęło na słodkim opierniczaniu się w oczekiwaniu na koniec roku szkolnego. Wizja filmu gdzieś w głębi głowy się przewalała i zmieniała, co było raczej dziełem podświadomości. W końcu wakacje. A ponieważ naszła mnie faza na Greenday'a, zająłem się słuchaniem musicalowej wersji American Idiot. I nagle utwór Last Night on Earth. Obraz pary na pustkowiach, która wie że niebawem umrze, a jednocześnie zamierzająca cieszyć się tymi ostatnimi chwilami stanęła mi w głowie jasno i wyraźnie. Zaczęły przychodzić do głowy pomysły. Wspomnienia pary szkieletów w jednym z domów z gry oraz ostatnie ujęcie filmu "Ostatni brzeg" przemieszały się z osobistymi odczuciami i fascynacją klimatem postapo. Zainteresowanie tym wszystkim co wymieniłem nagle mogło się zmieścić w jednym dziele. To nic że dysponuję jedynie aparatem cyfrowym i statywem (no dobra, kamerą też, ale nie chciało mi się męczyć z przerzucaniem z taśmy :-P). Ponieważ próby z kluczowaniem przeprowadzałem już od dawna na białych tłach, wiedziałem z czym to się je. Przejrzałem amatorskie filmy na YouTube. Z zadowoleniem stwierdziłem że mój pomysł jest oryginalny i ma szansę się spodobać. Oryginalność. No właśnie. Postanowiłem odbiec od ustalonych kanonów w amatorskich filmach postapo. Na wstępie odrzuciłem więc strzelaniny, przeklinanie, grupy najemników oraz bloki z graffiti. Umieściłem za to w planie atmosferę używania prostych sprzętów, podkreślenie scen odpowiednią muzyką, oraz nacisk na wątek psychologiczno-romantyczny. Tym, czego najbardziej należy żałować jest to, że nie powstał żaden pisany scenariusz. Jedyne co pisałem, to ujęcia i rodzaje planów nagrywanych w green screenie. Było to niezbędne, gdyż potem musiałem odpalić grę i nagrać ujęcia pod odpowiednim kątem. Do wad niewątpliwie należy też zaliczyć moją grę aktorską oraz złe oświetlenie green screena. Rzecz wyglądała tak, że postawiliśmy na naturę, znaczy nasze kochane słoneczko. Wiązało się to z cieniami i dlatego czasem aktorzy są "przezroczyści" (widać to zwłaszcza na video lepszej jakości)
Niemniej jednak cieszy mnie to, że w ogóle mogłem to wykonać, rozwinąć horyzonty, zyskać doświadczenie i szacunek niektórych osób "w branży"
Dziękuję Bogu, dzięki któremu doszło do wszystkich wydarzeń związanych z filmem i który dał mi umiejętności do jego zrealizowania. Bez Niego nic by nigdy nie powstało.
Podziękowania należą się przede wszystkim mojej dziewczynie (Mara), dzięki której film wygląda właśnie w ten sposób i która idealnie wcieliła się w swoją rolę, mojemu bratu (Lar), który męczył mnie o wypróbowanie green screena i nakręcenie czegokolwiek od zimy i perfekcyjnie, bez narzekań odegrał swoją rolę, oraz Krzyśkowi (Crayt) za to że wytrzymał to do końca i nie wycofał się.
Dziękuję również księdzu za udostępnienie miejscówek i drzew do powieszenia green screena, rodzicom za zrozumienie i wsparcie duchowe.
No i dziękuję Trzynastemu Schronowi że nie wyrzucił mnie na zbity pysk i pomaga w lansowaniu filmu ;-)
Pozdrawiam
Jakub Szczygielski
Telewizja Strych
725,7 MB
długość:
25 min 26 s
|
Pobierz folder (1 plików)
pokaż wpisy
Musisz się zalogować by móc dodawać nowe wiadomości do tego Chomika.
|