zapomniałem
Nie masz jeszcze własnego chomika? Załóż konto

slumdog.millionaire.dvdscr-nogrp_by_sait0n.txt

Suhak / Filmy / slumdog.millionaire.dvdscr-nogrp_by_sait0n.txt
Download: slumdog.millionaire.dvdscr-nogrp_by_sait0n.txt

38 KB

0,0 / 5  (0 głosów)

Komentarze:

Nie ma jeszcze żadnego komentarza. Dodaj go jako pierwszy!

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować

Przypominam, że według prawa polskiego, wszystkie pliki zamieszczone w tym folderze służą wyłącznie do celów promocyjnych i mogą być zapisane na Twoim komputerze nie dłużej niż 24 godziny.
Inne pliki do pobrania z tego chomika
napisy wgrane. Przypominam, że plik ten służy wyłącznie celom demonstracyjnym i należy usunąć go z dysku w przeciągu 24 godzin od pobrania.
ROZDZIAŁY VI-X – Siedź, chłopcze – polecił szorstko mężczyzna, nie spuszczając z niego wzroku. Zrobił, jak mu kazano. Tamten wyciągnął paczkę papierosów z kieszeni na piersi, otworzył ją i wyciągnął w jego kierunku. – Chcesz? – Nie, nie palę, proszę pana. Nie jestem pełnoletni. – No daj spokój, nie powiem twojej matce – zachęcił go ojciec Chloe. – Nie, naprawdę. Nie palę. – Na pewno nie chcesz? – Nie, dziękuję – powiedział z naciskiem Edward. – To dobrze. Masz szczęście. Jakbyś palił, pogoniłbym ci kota – warknął mężczyzna, zapalając papierosa. Masen ledwo powstrzymywał uśmiech. Facet go sprawdzał! – Chloe trochę mi o tobie mówiła – wyznał pan Harris. – Wiesz, takie tam bzdurki, że pomogłeś jej, jak uszkodziła sobie nogę. – Edward kiwnął głową. – Wydajesz się być dobrym chłopakiem, kolego, ale ja już wiem, jak to jest z gówniarzami w twoim wieku. – Nachylił się nad stołem, patrząc mu prosto w oczy. – Jeśli ją skrzywdzisz… - Zawiesił głos, po czym kontynuował: – To przysięgam ci, chłopcze, że urwę ci jaja.
ROZDZIAŁY I-X Przypomniała sobie o wiszącym nad synem widmie i żal ścisnął serce kobiety. Był zbyt dobry, zbyt niewinny, nieskalany, by mordować. Zbyt młody i piękny, by cierpieć. Zbyt ważny, by ginąć. Od początku wojny codziennie myślała o wyroku, jaki spadł na jej pierworodnego, i za każdym razem przerażenie zapierało Elizabeth dech w piersiach. Przygryzła wargę, pozwalając oczom błądzić po delikatnych, wciąż chłopięcych rysach, zmierzwionych włosach, silnych ramionach… – Mamo – wyrwał ją z zamyślenia zmartwiony szept Edwarda. Patrzył na rodzicielkę ze smutkiem, opuściwszy widelec. – Znowu niepotrzebnie się zamartwiasz. – Nie zamartwiam się – odparła, czując, jak załamuje się jej głos. Sięgnął ręką przez stół i jednym ruchem otarł matczyne policzki z łez. Nawet nie miała pojęcia o tym, że płakała.
ROZDZIAŁY I-V – Tak, nie ma nic przyjemniejszego niż ranna nieznajoma pojawiająca się znikąd w twoim domu w sobotnie popołudnie, prawda? – zagadnęła cicho, wlepiając spojrzenie w swoje dłonie. Wzruszył ramionami. – Miewałem gorsze sobotnie popołudnia. – Uśmiechnął się szarmancko, siadając obok. Podniosła nieśmiało głowę. – Nic poważnego sobie nie zrobiłaś? Nie boli cię? – Nie, ale strachu się najadłam – wyznała, kręcąc głową. – Pierwszy raz w życiu naprawdę zamartwiłam się o swoje życie. – Ze Stevem i Jossym u boku takie historie to nic nadzwyczajnego – zaśmiał się. Uśmiechnęła się. Zapadła dosyć niezręczna cisza, przerywana jedynie stłumioną rozmową Elizabeth i Stephena. – Ojciec mnie zabije – westchnęła w końcu, oglądając nogę ze wszystkich stron. – Myślę, że przede wszystkim się zmartwi. – No właśnie – mruknęła. Zamilkła, po czym spojrzała na niego. – Wiesz, na co dzień nie jestem taką niezdarą, naprawdę. Dzisiaj to po prostu jakaś paskudna kumulacja nieprzyjemnych wydarzeń – zapewniła. – Na dodatek mam wrażenie, że to nie koniec.
Pani Swan mało nie popłakała się ze wzruszenia i ulgi, gdy ujrzała ukochanego malucha w ogrodzie z łopatką, grabkami i torebką nasion róży w ręku. Co prawda za nic nie mogła wyciągnąć z niego, co go tknęło, by wziąć się za ogrodnictwo, ale nie dbała o to. /Tekst pojedynkowy. Przeciwniczka: Dilena.
Z dnia na dzień serce mojej duszy biło coraz wolniej, z każdym wschodem słońca traciłem zapał do starań posklejania naszego związku na nowo, każdy zachód słońca tylko przysparzał mi bólu i nasilała się myśl, że to po prostu koniec. /Tekst pojedynkowy. Przeciwniczka: Cornelie.
Musiał przyznać, że skakanie z Bellą po tapczanie było znacznie przyjemniejsze, niż się spodziewał, a już na pewno lepsze od zabawy z Leah, której szybko się nudziło, czy Emily, która ciągle powtarzała, że jest na to za dorosła, chociaż była tylko parę lat starsza – tak samo jak i ta pierwsza Indianka. Krzycząc wesoło i ignorując pogardliwe spojrzenia Edwarda, Jacob i Bella bawili się w najlepsze, gdy do pokoju pełnego dzieci weszła Renee Swan.
Nie umierał jak bohater. Nie był bohaterem. Sprowokował, przepełniony dumą i pychą, by dostać ostatnią nauczkę, której już nie wykorzysta w przyszłości. Przecenił swoje możliwości, by zapłacić za to najwyższą cenę. Nie zapanował nad emocjami, stwarzając w ten sposób okazję do zadania bólu, którego sam doświadczył. /Tekst pojedynkowy. Przeciwniczka: wela.
więcej plików z tego folderu...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin