Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb.

Jeśli nie zmienisz ustawień dotyczących cookies w Twojej przeglądarce, wyrażasz zgodę na ich umieszczanie na Twoim komputerze przez administratora serwisu Chomikuj.pl – Kelo Corporation.

W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce internetowej. Dowiedz się więcej w naszej Polityce Prywatności - http://chomikuj.pl/PolitykaPrywatnosci.aspx.

Jednocześnie informujemy że zmiana ustawień przeglądarki może spowodować ograniczenie korzystania ze strony Chomikuj.pl.

W przypadku braku twojej zgody na akceptację cookies niestety prosimy o opuszczenie serwisu chomikuj.pl.

Wykorzystanie plików cookies przez Zaufanych Partnerów (dostosowanie reklam do Twoich potrzeb, analiza skuteczności działań marketingowych).

Wyrażam sprzeciw na cookies Zaufanych Partnerów
NIE TAK

Wyrażenie sprzeciwu spowoduje, że wyświetlana Ci reklama nie będzie dopasowana do Twoich preferencji, a będzie to reklama wyświetlona przypadkowo.

Istnieje możliwość zmiany ustawień przeglądarki internetowej w sposób uniemożliwiający przechowywanie plików cookies na urządzeniu końcowym. Można również usunąć pliki cookies, dokonując odpowiednich zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.

Pełną informację na ten temat znajdziesz pod adresem http://chomikuj.pl/PolitykaPrywatnosci.aspx.

Nie masz jeszcze własnego chomika? Załóż konto
Luca
  • Prezent Prezent
  • Ulubiony
    Ulubiony
  • Wiadomość Wiadomość

Łukasz

widziany: 15.09.2025 08:26

  • pliki muzyczne
    0
  • pliki wideo
    117
  • obrazy
    6257
  • dokumenty
    90

6464 plików
1,26 GB

« poprzednia stronanastępna strona »
  • 77 KB
  • 8 lip 25 10:14
Hej Bieszczady, hej Bieszczady…
Sobota 21.06.2025, beton na strop w końcu wylany i sobie dojrzewa w pełnym słońcu. Znawcy tej dziedziny wiedzą, że suche powietrze, wysoka temperatura, wiatr i pełne słońce to nie najlepsze połączenie dla reakcji chemicznych w świeżym betonie. Spękał pomimo obfitego podlewania. Pytanie teraz co na to nasz kierownik budowy?
Nie o tym jednak chciałem pisać, a o spontanicznej przerwie od dnia codziennego, czyli rzucamy wszystko i jedziemy w Bieszczady. Jest czym, jest z kim i jest gdzie, no to nie marnujemy czasu i około jedenastej startujemy.
Jeszcze nigdzie nie byliśmy Electrą, więc to będzie ten pierwszy raz. Wyjazdu na stację benzynową w celu napełnienia tego zbyt małego 18,92L zbiornika nie będę liczył.
Jest ten dreszczyk emocji czy w ogóle objedziemy bez awarii, bo przecież wiadomo, że Herley-e nie grzeszą bezawaryjnością. Jak szukałem w ogłoszeniach jakiegoś taniego Harley-a, to jeden właściciel się chwalił, że swoim Harleyem był nawet w Bieszczadach i Harley dał radę, i w tonie głosu dało się wyczuć, że był bardzo z tego dumny.
No to startujemy, paliwo na full, prąd jest, ciśnienie jest, temperatura 70˚Fahrenheita, no to jedziemy. W sumie 70˚ to się człowiek gotuje, a tu całkiem rześko jest. Pytanie co ten wskaźnik pokazuje, temperaturę silnika czy tylko otoczenia?
  • 9 KB
  • 8 lip 25 10:14
Trasa po najniższej linii oporu, czyli jak najszybciej znaleźć się w Bieszczadach. Chmielnik, Szydłów, Staszów, Połaniec i już jesteśmy po drugiej stronie Wisły. Przed Dębicą odbijamy na jeszcze bezpłatną autostradę A4 w stronę Ukrainy. Na pierwszym MOP-ie robimy małą przerwę. Trzeba uzupełnić płyny i wrzucić co nieco na ząb.
Przy okazji sprawdzam czy z Harym wszystko OK. Hamulce odpowietrzałem przed wyjazdem, bo tylne klocki zbytnio ocierały. Sprawdzam, czy tarcze nie są zbyt gorące. Dają się dotknąć, czyli nie jest źle, choć podczas hamowania przodem, trzęsie kierownicą. Pewnie któraś tarcza jest krzywa albo niestety obie. Nie zdążyłem tego ogarnąć. Mam nadzieję, że nie całe koło, bo to też możliwe. Motocykl przecież jest z USA po przejściach. Z lewej strony miał raczej parkingówkę, ale z prawej był konkretny szlif.
Podczas jazdy motocykl zachowuje się poprawnie, nie ściąga, w zakrętach wykłada się tak samo bez względu na stronę. Jedynie to trzepanie kierownicą podczas hamowania przodem. Choć mam też podejrzenia, że to są drgania od silnika. Na wolnych obrotach kierownica się trzęsie jak w budowlanej zagęszczarce, to przecież gdy hamuję, silnik spada z obrotów i telepie kierownicą, a ja mam wrażenie, że tarcze mają bicie.
Pod silnikiem zauważyłem niepokojącą kropelkę oleju. Nie mam na 100% pewności, że to moja kropelka oleju, ale ziarno niepokoju zostało zasiane. Zanim zostałem posiadaczem Harleya, naczytałem się w necie, że wyciekający olej z HD to bardzo częsty przypadek. Ale, żeby u mnie też i to tak od razu, po pierwszej większej przejażdżce?
Trzeba się cieszyć, że Electra jeszcze odpala, bo jak czarna pastylka FOB przestanie się łączyć z anteną to już nie odpali. To taki Smart Security System Hands-Free. Dobrze, że sprzedawca powiedział mi, żeby kluczyk z pastylką trzymać w kieszeni, a nie w stacyjce, bo podczas jazdy już bym go pewnie zgubił, a mam tylko jeden komplet.
  • 15 KB
  • 8 lip 25 10:13
Przy odpalaniu, gdy pierwszy tłok załapuje jest niezłe pieprznięcie, jakby ktoś walnął w silnik młotem. Za każdym razem mam obawę czy się tam w środku coś nie urwie. Dwa duże tłoki w układzie V, potrafią siać spustoszenie. Są przypadki, że wał nie wytrzymuje i się skrzywi. Do środka inżynierowie z HD wsadzili niejaki kompensator, żeby łagodził te uderzenia od tłoków, szczególnie na wolnych obrotach. Kompensator też długo nie żyje i trzeba go co jakiś czas regenerować lub wymieniać na nowy. Z resztą czym bardziej pogłębiam swoją wiedzę na temat trwałości silników HD, tym bardziej rozpatruję w kategorii cudu to, że mój silnik jeszcze działa.
Po krótkiej przerwie lecimy dalej. Autostrada to w końcu mogę zapiąć szósty bieg. Wcześniej nie za bardzo było kiedy. Gdy obroty spadają poniżej 2tyś. to motocykl ogarniają nieokiełznane drgania. Komfort jazdy wtedy drastycznie spada. Najprzyjemniej jedzie się między dwa a trzy tysiące, czyli szósty bieg dopiero wrzucam od 100km/h w górę (pow. 60mil/h).
Nie trafiliśmy na najlepsze warunki pogodowe, bo boczne podmuchy wiatru skutecznie psują przyjemność z jazy. Przy 70 milach/h, muszę mocno trzymać kierownicę, bo przy niespodziewanych podmuchach rzuca Electrą na boki. Szczególnie niebezpieczne jest to przy wyprzedzaniu TIR-ów. Goldwing, pomimo większej powierzchni plastików, nie był aż tak wrażliwy na boczne podmuchy. Jakoś lepiej rozcinał to powietrze. Też trzeba było się pilnować, ale nie tańczył po całym pasie, tak jak robi to Electra. Może to ten niski środek ciężkości sześciocylindrowego boksera robił robotę? Najbardziej odporna na boczne podmuchy wiatru była Yamaha XVS. Tą to nie łatwo było zdmuchnąć z drogi. Jelon też tańczył przy bocznym, ale łatwo było kontrować ze względu na małą masę. Tutaj 350kg, a z nami i bagażami będzie z pół tony tańczące na wietrze to jest co robić. Teraz już wiem, dlaczego Harleyowcy nie pozdrawiają innych motocyklistów, bo po prostu nie mogą sobie pozwolić na oderwanie jednej ręki od kierownicy choćby na chwilę.
  • 71 KB
  • 8 lip 25 10:13
80 mil/h trochę poprawia tą sytuację i jakby nieco mniej rzucało na boki. Eksperymentując doszedłem do 95 mil/h i wtedy zaczęło się jechać całkiem stabilnie. To tak jak z samolotami pasażerskimi, pozwolono im latać szybciej i okazało się, że zrobiły się mniej podatne na turbulencje.
No dobra, a ile to jest 95 mil/h? Wychodzi, że ponad 150km/h. To dlatego już mnie nawet BM-ki przestały wyprzedzać. Dobrze, że licznik jest w milach i BabaLuca nie jest świadoma, ile jedziemy na jeszcze nie w pełni sprawdzonym i okiełznanym jednośladzie.
Dobra, dobra, ale gdzie jest BabaLuca? Sprawdzam i na szczęście jest na swojej kanapie. Nie wiem jak ona się tam jeszcze trzyma, bo tak naprawdę nie ma się tam czego trzymać. Inżynierowie z HD nie przewidzieli, że coś takiego jak dwa tylne uchwyty mogą być przydatne dla pasażera. Tylną kanapę zrobili całkiem wygodną, ale na tym poprzestali. BabaLuca jednak tęskni za Hondą, bo tam było się czego trzymać i dodatkowo miała bardzo wygodne w podróżowaniu podłokietniki.
  • 83 KB
  • 8 lip 25 10:13
Do Przemyśla dojechaliśmy całkiem sprawnie. Szybka przerwa na tankowanie, bo na autostradzie wskazówka od paliwa leciała w dół w oczach. Nie wiem ile toto pali, a zbiornik przecież jak w skuterze. Z plusów to jest to, że na tankowanie nie traci się dużo czasu. Chwila moment i już bak jest pełny. Weszło około 15 litrów. Szybkie przeliczenie mil na kilometry i już wiem jakie jest średnie spalanie. Wyszło około 6,5L/100km. Dużo i nie dużo. Silnik jest zasilany wtryskami, to powinien być w miarę oszczędny. W sumie to dwie osoby na pokładzie wraz z bagażami, przy prędkościach autostradowych to chyba nie ma co narzekać.
Dawno nigdzie dalej nie jeździłem motocyklem, w ogóle to bliżej też nie jeździłem, bo miałem dłuugą przerwę w lataniu jednośladem. Byłem jak człowiek bez zębów na przedzie. Żyć się da, ale się człowiek już nie uśmiecha. BabaLuca to widziała i pomimo, że dalej mozolnie męczymy tą budowę domu, dostałem od niej prezent na 50-tkę w postaci porzeczkowej Electry.
  • 84 KB
  • 8 lip 25 10:13
Teraz oczywiście jest już banan od ucha do ucha. W końcu mogę nałapać wiatru we włosy i zrelaksować umysł. Z tego wszystkiego zapomniałem robić zdjęcia, które byłyby teraz jak znalazł. Z braku laku, okraszam fotkami z Neta.
Za Przemyślem droga robi się coraz bardziej kręta i górzysta. W Krasiczynie przy zamku się nie zatrzymujemy. Celem są przecież Bieszczady. Są pierwsze serpentyny, nie wiem dlaczego zamienione na drogę krętą? Komu przeszkadzała nazwa serpentyny?
Zobaczymy teraz, co ta opasła Electra potrafi. Opony nie są pierwszej młodości, zatem jazda będzie raczej zachowawcza, ale bez przesady.
W zakręty się całkiem przyzwoicie wykłada i nie trzeba walczyć o utrzymanie toru jazdy. Gorzej jednak z dostosowaniem prędkości. Drugi bieg i 2tyś. obrotów w ostrych zakrętach to za szybko. Jak zejdę z obrotów to od razu odzywa się ukryta zagęszczarka i przestaje być miło. Na jedynce za wolno, a jak chcę szybciej to Twin-Cam ryczy jak oszalały. W ogóle to mam za głośne wydechy. Na krótki dystans jest zabawa, ale w trasie hałas męczy. Na krętej drodze, gdy cały czas się przyspiesza lub zwalnia jest fun, bo jest i bulgot i pierdnięcie w rurę, i charakterystyczny dźwięk przyśpieszającego Harleya.
Na trasie jednak te tłumiki mogłyby być cichsze. Wyglądają na oryginały, ale czy tak ma być, czy były patroszone, tego nie wiem. Nowych raczej nie kupię i trzeba będzie coś pomyśleć z tymi co są.
Głód się odezwał, zatem przy najbliższej napotkanej jadłodajni robimy dłuższy postój.
Trafiło na karczmę Bagatela w Birczy. Taka karczma w wiejskim stylu, gdzie je się razem z kurami. Kury miały wolny wybieg i karczma była najwyraźniej na ich terenie, bo były wszędzie. Nam to nie przeszkadzało, a nawet dodawało klimatu. Nie odważyliśmy się jednak zamówić drobiu, więc wybór padł na rybkę i coś nieopierzonego.
Jak widać na załączonym obrazku było dużo i całkiem smaczne, choć uważam, że soli mogłoby być znacznie mniej.
  • 108 KB
  • 8 lip 25 10:12
Nie wiem czy to, że Harley, czy to, że na warszawskich blachach, miało znaczenie ale rachunek był stanowczo na warszawską kieszeń.
Wszystko fajnie, jednak parking jest szutrowy a motocykl stoi nie w tym kierunku co trzeba. Muszę go ręcznie przestawić. Dałem radę, ale jest to blisko moich fizycznych możliwości. Nie ma co ściemniać, bo po prostu jest dla mnie za ciężki i bez biegu wstecznego się z nim siłuję, albo ja, albo on. Na razie stanęło na moim, ale pot po plecach się polał.
Zamiast jechać na Słonne, największe serpentyny w Polsce to odbiłem na Jureczkową i potem do Krościenka, tuż przy granicy z Ukrainą. Byłbym zapomniał napisać, że w miejscu, gdzie był dobry widok na Ukrainę, na horyzoncie zobaczyliśmy dwa słupy czarnego dymu. Takie same jak pokazują w mediach po ruskich atakach. Aż nas wtedy zmroziło. Ta przerażająca wojna jest tuż za płotem i tak naprawdę w każdej chwili może być też i u nas. Cały czas mamy nadzieję, że może nie dziś, nie jutro, a najlepiej wcale.
Cieszymy się zatem każdą chwilą wolności, bo nie wiadomo, co przyniesie jutro.
Ustrzyki Dolne, dawno tu nie byliśmy. Jest też i słynna Biedronka. Z pełnymi brzuchami nie ma po co stawać to zapuszczamy się w głąb Bieszczad czy też Bieszczadów, jak niektórzy twierdzą.
Minęliśmy w Czarnej byłą Bieszczadzką Przystań Motocyklową. Teraz to nazywa się Motocyklowa Strefa Bieszczady. Sądząc po tym, że nie widzieliśmy nawet jednego zaparkowanego na placu motocykla, wnioskuję, że dawnego klimatu u nowego właściciela już nie ma.
Bieszczady rządzą się swoimi prawami i mają też swoją temperaturę. Zaczęliśmy marznąć. W ruch poszły podpinki, kominiarki i cieplejsze rękawice. Teraz można eksplorować dalej.
W końcu nadeszło olśnienie, że przecież nie ma żadnego dowodu, że tu jesteśmy i to motocyklem. Teraz będzie krótka sesja zdjęciowa na tarasie widokowym przed Lutowiskami. BabaLuca & Electra.
  • 99 KB
  • 8 lip 25 10:12
Jak widać Electra ma duże parcie na szkło i pozuje teraz sama.
  • 78 KB
  • 8 lip 25 10:12
My też nie będziemy gorsi, a bieszczadzkie góry gdzieś tam w tyle, robią za statyczne tło.
  • 91 KB
  • 8 lip 25 10:11
Na dużej pętli asfalt się zdewastował i skutecznie obniża przyjemność z jazdy. Na HD jest dużo lepiej na nierównościach niż na Drag-Starze ale nie do porównania z Babcią Hondzią. Ta to płynęła, wystarczyło tylko guziczkiem dostroić sobie ciśnienie w tylnym amorku. Nie narażamy się na niepotrzebne niedogodności i za Smolnikiem odbijamy w stronę Dwerniczka i sypiemy na Berehy Górne. Tam była fajna, kręta droga z dużo nowszym asfaltem. To był strzał w dziesiątkę. 100% klimatu motocyklowo-bieszczadzkiego. Banany od ucha do ucha.
Wyskoczyliśmy tuż przed serpentynami z widokiem na Połoninę Caryńską. Jak widać na załączonym obrazku, słynne cyce Carycy. Jeszcze niczym nie zarośnięte.
  • 70 KB
  • 8 lip 25 10:11
Podziwiamy póki jest co, bo z roku na rok są coraz bardziej zarośnięte. Serpentyn już nie widać a jak byłem dzieckiem to widoczne były całe.
  • 79 KB
  • 8 lip 25 10:10
W Dołżycy minęliśmy nową Bieszczadzką Przystań Motocyklową. Chciałem się tam zatrzymać i zobaczyć jak się Przystań rozwinęła w nowym miejscu z nowym właścicielem i nie było się gdzie zatrzymać. Wszystko zamknięte i opuszczone. Nie ma już Przystani. Zastaliśmy przygnębiający widok. Ostatnio jak tu byliśmy to można było nawet sobie wypożyczyć fajny motocykl i polatać po bieszczadzkich winklach.
No i gdzie teraz w Bieszczadach motocyklista ma znaleźć schronienie z odpowiednim klimatem? Jest jeszcze jedno nowe miejsce o którym słyszałem, ale jeszcze nie miałem okazji zobaczyć. To MotoMyczki w Myczkowcach. Podobno jest fajny klimat i motocykliści są tam mile widziani.
Dzień się już kończy, a my jesteśmy nie w tej części Bieszczad, żeby odwiedzić nowe motocyklowe miejsce i zdążyć przed zmrokiem do Sieniawy. Nie chcę ryzykować jazdy po zmroku w Bieszczadach, bo nie mam zielonego pojęcia jak Hary oświetla drogę tą dziwną lampą i nie mam też ze sobą calowych narzędzi, żeby móc cokolwiek ustawić.
No właśnie, calowe narzędzia, które będę musiał zakupić. Tu się zdziwiłem, gdy chciałem wymienić olej. Korek spustowy i nasadka 19-tka za duża a 17-tka za mała. Nietypową18-tką odkręciłem korki spustowe ale i tak nasadka nie leżała tak jak powinna. Dziwne te calowe rozmiary. W ogóle to Hary ma trzy korki spustowe i trzy różne oleje, choć podobno są i tacy co leją ten sam olej do trzech dziur. Osobno jest olej do smarowania silnika, osobno do skrzyni biegów i osobno do sprzęgła. Tam gdzie jest sprzęgło, znajduje się też kompensator i łańcuch z napinaczem, przenoszący moment obrotowy z wału na kosz sprzęgłowy. Tak to sobie lata temu amerykańscy inżynierowie wymyślili i powielają w kolejnych modelach silników HD. Można to łatwo poznać po charakterystycznym kształcie kapy z lewej strony silnika.
  • 88 KB
  • 8 lip 25 10:10
Dojechaliśmy do wioski Galów. Tak teraz się mówi na Cisną, bo całe Podkarpacie głosuje na tych a na podkarpackiej mapie z głosowania jest zaznaczona mała plamka w innym kolorze, bo w Cisnej zagłosowali na tamtych. Sytuacja przy ostatnich wyborach się również potwierdziła. Stąd Cisna otrzymała miano podkarpackiej wioski Galów.
Turystów całkiem sporo, widać, że długi weekend i jest więcej takich co rzucają wszystko i jadą w Bieszczady. Najgorzej mają wtedy ci z Bieszczad, bo niby gdzie mają pojechać?
Na Majdanie minęliśmy się z jadącą kolejką wąskotorową, wypełnioną po brzegi amatorami kolejowych przygód. Jednak motocykle HD muszą mieć coś w sobie, bo nieoczekiwanie cały pociąg zaczął do nas machać. Takiej sytuacji jeszcze nie mieliśmy. Nie musieli nas długo namawiać i po ułamku chwili, machaliśmy wszyscy, nie obyło się też bez dodatkowych sygnałów dźwiękowych. Bardzo miły akcent na zakończenie dnia, który poprawił nam i tak już wyśmienity nastrój.
Żeby nie było tak różowo to słońce zeszło nisko i świeciło mi prosto w oczy. W połączeniu cień od drzew i migające ostre słońce prosto w oczy to idealna recepta, by przestać cokolwiek widzieć. Dalsza jazda jest po prostu zbyt niebezpieczna. Na szczęście nauczony doświadczeniem, gdy wracałem pierwszy raz z Ukrainy, wprost na zachodzące słońce to wtedy nieźle mi wysmażyło oczy. Do dziś to pamiętam i teraz zabrałem okulary przeciwsłoneczne.
Trzeba się jednak zatrzymać i je wygrzebać z dna kufra. Przy okazji przecież można jeszcze popodziwiać bieszczadzki krajobraz.
Wdrapujemy się zatem na przydrożną wieżę widokową. Jak widać BabaLuca na szczycie była pierwsza.
  • 81 KB
  • 8 lip 25 10:10
Oboje bardzo lubimy te bieszczadzkie malownicze krajobrazy.
  • 196 KB
  • 8 lip 25 10:10
Okularki założone to można teraz jechać dalej. Nie jest idealnie, ale przynajmniej teraz widzę tam gdzie jadę.
Do Sieniawy dojechaliśmy tuż przed zachodem słońca. Słońce nie dawało za wygraną do samego końca. Mogliśmy zachód słońca podziwiać i podziwiać i podziwiać aż do wyhodowania usilnego pragnienia, niech już to w końcu odpuści i sobie pójdzie na drugą półkulę. Tam niech sobie trochę poświeci i wiecie co, wzięło i poszło.
To był bardzo udany, motocyklowy dzień. Brakowało mi tego. Zmęczony, ale szczęśliwy i trochę obolały. Electra przy dłuższym kontakcie daje popalić. Same drgania i duży hałas od tłumików już meczą. Spora masa przy manewrach parkingowych też nie jest bez znaczenia. Prawa ręka już po pierwszych 100km zaczęła mi drętwieć. Sprężyna od manetki jest dość twarda i mięśnie się męczą. Z drugiej strony to zrozumiałe, przy dysponowaniu dużego momentu od samego dołu. Przy delikatnym rollgazie, ręka mogłaby się niechcąco omsknąć i kuku gotowe. Zwłaszcza na mokrej nawierzchni. Tutaj, żeby dodać gazu to trzeba tego naprawdę chcieć.
Pod koniec dnia do drętwiejącej ręki, doszedł jeszcze spięty bolący bark. Może to ta długa przerwa i brak kondycji a może brak wprawy i niepotrzebne zbyt mocne ściskanie tej trzęsącej się kierownicy. Mięśnie nóg też nie były gorsze i dały o sobie znać.
Teraz w pełni rozumiem, dlaczego Harleyowcy mają opinię, że jeżdżą tylko od baru do baru i nie podnoszą ręki, gdy mijają się z innym motocyklistą.
  • 37 KB
  • 8 lip 25 10:09
Niedzielny poranek 22.06.2025. Słoneczko grzeje już od rana i zapowiada się w końcu jakiś ciepły, letni dzień. Po szybkim śniadaniu jedziemy do wiejskiego kościoła na mszę św. Parking jest z grząskiego szutru i nie za bardzo mam na czym podeprzeć Electrę. Wokół kościoła jest elegancka kosteczka, to parkuję pod samą zakrystią. Najwyżej znany w okolicy z ciętego języka proboszcz, rzuci w moją stronę jakimś egzorcyzmem.
Zdziwienie moich kolegów z podstawówki na widok Harley-a, bezcenne. Będzie teraz szacun na dzielni he, he.
Po mszy nie udało się od razu wyjechać, bo oczywiście trzeba było chwilę pogadać z dawno niewidzianymi dobrymi znajomymi i krewnymi.
Oho, idzie proboszcz. Minę ma taką, że jednak trzeba było zawczasu uciekać. Ewidentnie idzie w naszym kierunku. Podszedł i iii, i przywitał się, popatrzył na motóra, pochwalił, że fajny sprzęt, pożyczył wszystkiego dobrego i poszedł.
Od razu patrzę, czy przypadkiem Electra nie popuściła i nie ma paskudnej plamy oleju na tej eleganckiej kościelnej kosteczce. Przecież teraz proboszcz już bardzo dobrze wie w którym miejscu zaparkowałem. Uufff, jaka ulga, pod spodem jest sucho, suchusieńko. Electra zachowała się jak należy.
Po chwili wybiegł wikary i również podszedł wprost do nas i mówi, że też jest motocyklistą i jeździ Drag-Starem. Pochwaliłem się, że ja też kiedyś takim jeździłem i od razu gadka zaczęła się kleić motocyklowo. Wikary jest naprawdę słusznych rozmiarów, Zagłoba to przy nim byłby zwykłym knypkiem. Jazda Drag-Starem daje mu dużo frajdy, ale z uwagą przyglądał się Elektrze i wnikliwie pytał jak się tym jeździ.
Musiał jednak jechać do kolejnego kościoła na kolejną mszę i nie wyczerpaliśmy tematu. Ogarniają z proboszczem trzy kościoły w trzech różnych wsiach i w niedzielę harmonogram ma napięty.
My na szczęście się nie śpieszymy i wracamy pobyć trochę z sieniawską rodziną. Objazdówkom nie było końca aż się Electra nabrała od temperatury rumieńców.
Harleya nigdy nie było w rodzinie i każdy się chciał przekonać jak się na tym jeździ. Najbardziej jednak jazda motocyklem przypadła do gustu mojej dziewięcioletniej chrześnicy i chciała jeszcze i jeszcze, a i tak skończyło się na niedosycie.
  • 92 KB
  • 8 lip 25 10:09
Pora jednak wracać, bo dzień jakoś tak szybko ucieka. Ledwo zdążyłem wykroić czas na odwiedzenie grobu ojca. To też był motocyklista i na pewno ten motocykl by mu się spodobał.
Pora zatankować, bo kontrolka rezerwy ujawniła swoje istnienie. Weszło jakieś 16 litrów.
Szybka matematyka i mamy średnie spalanie. Wyszło 5,8L/100km, czyli jak na silnik o pojemności 1584 cc to całkiem przyzwoicie.
Nie tak dawno odkryliśmy istnienie wieży widokowej w okolicy rezerwatu Prządki koło Odrzykonia.
Zamek Kamieniec, w którym działy się rzeczy, opisywane przez Aleksandra Fredro w Zemście, nas nie interesuje, ale taka wieża mogłaby być dobrym miejscem na małą przerwę w podroży. Asfaltowa droga zrobiła się wąska, kręta i stroma. Dwie osobówki nie są w stanie się minąć i jedna musi uciekać na bok. Na szczęście się mieścimy to nigdzie nie muszę uciekać. Electra dzielnie zdobywa stromizny, a my podziwiamy coraz to fajniejsze widoki. Oznaczenia jak jechać na wieżę, kompletnie brak, są tylko strzałki na jakąś winnicę. Oczywiście wjechałem tam, gdzie nie trzeba. Droga robiła się coraz bardziej wąska i stroma, aż asfalt zupełnie zniknął i pojawiła się zwykła polna droga. Jest stromo, tym sprzętem przy takiej przyczepności dalsza jazda prosi się o jakieś nieszczęście. Do zawracania miejsca jak na lekarstwo. Proszę, BabęLucę, żeby zsiadła i nie dlatego, że jak Baba z wozu to koniom lżej, tylko, że jak mam już leżeć to sam na sam z Electrą, bez BabyLucy. Mam za krótkie nogi i ledwo dostaję do sypkiego podłoża. Do tego jeszcze to strome pochylenie terenu. Centymetr po centymetrze do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu i tak nie wiem ile razy, aż motocykl się ustawił w kierunku zjazdu. Żeby nie było za łatwo to jeszcze zrobił się upał i wyglądałem jakbym właśnie wyszedł spod prysznica, tylko zapach żelu do kąpieli nie ten.
BabaLuca z powrotem na pokład i lecimy z górki na pazurki. Ooo jest wiaterek, jaka ulga.
W końcu dotarliśmy do poszukiwanej wieży widokowej.
  • 61 KB
  • 8 lip 25 10:09
Wieża okazała się trochę zaskoczeniem, bo spodziewaliśmy się raczej takiej drewnianej jak ta ostatnia. Tutaj nie dość, że murowana to jeszcze można na parterze kupić od pań z lokalnego koła gospodyń, jakieś ręcznie robione pamiątki, to na pierwszym piętrze jest wystawa fotograficzna jakiejś lokalnej artystki. Zdjęcia na poziome i wejście zupełnie za darmo.
Wdrapaliśmy się na sam szczyt a tam widoki po sam horyzont. Zdjęcie nie oddaje tej przestrzeni.
  • 97 KB
  • 8 lip 25 10:08
Electra sobie ostygnie a my dalej podziwiamy widoczki. Pod tą górę silnik się nagrzał i zaczęło mi przypiekać to i owo. Nie wyobrażam sobie jazdy tym motocyklem w korku w mieście w upalny dzień. No chyba, że ktoś ma azbestowe spodnie.
Od Yamahy dawało, ale Electra to naprawdę gorąca babka i można się usmażyć. Trzeba robić częstsze przerwy i tyle.
  • 88 KB
  • 8 lip 25 10:08
Mamy towarzystwo, bo jakieś skuterki się tu powydrapywały. Tam dalej widać całe Bieszczady, tylko na zdjęciu się zlały w jedną grubą linię.
  • 48 KB
  • 8 lip 25 10:08
Dobrze, że zamontowali tu drzwi, można przymknąć, żeby takiego przeciągu nie było he, he. Co tu dużo pisać, na górze wiać musi i tyle.
  • 46 KB
  • 8 lip 25 10:08
Na koniec sweet focia i lecimy dalej.
  • 71 KB
  • 8 lip 25 10:07
No jak tu się śpieszyć jak na każdym schodku ciągle te zachwycające widoki.
  • 116 KB
  • 8 lip 25 10:06
Nie minęło więcej niż kilka minut jak wjechaliśmy do ciemnego, gęstego lasu a tam wąska kręta droga, półmrok i pełno tajemniczych głazów. No normalnie jak z bajki o Jasiu i Małgosi. Tylko patrzeć jak Baba Jaga gdzieś wyskoczy. Zaraz, zaraz, ale tuż za mną siedzi BabaLuca. Zbieg okoliczności? Nie sądzę…
Musimy tam kiedyś wrócić i pochodzić po tym lesie, tak na spokojnie, no jest naprawdę bajkowy. Niby już znam te tereny jak własną kieszeń, a ciągle coś fajnego jest do odkrycia. Dlatego jak tylko mogę to nie wracam tą samą drogą, a już zwłaszcza gdy jadę motocyklem.
Taka mała mapka, gdzie w ogóle jest to miejsce, jakby ktoś chciał kiedyś tu zaglądnąć.
  • 72 KB
  • 8 lip 25 10:06
Teraz już na poważnie lecimy w stronę domu. Oczywiście drogami jak najbardziej górzystymi i krętymi. Dawno nie latałem motocyklem, to się cieszę jak dziecko, które ma nową zabawkę. Nawet ten przedni hamulec z kilometra na kilometr coraz lepiej się zachowuje i ta kierownica już nie wpada w takie nieprzyjemne drgania jak było to na początku.
W Sędziszowie Małopolskim zrobiliśmy przerwę obiadową. Na deser były znane nam już lody tradycyjne, robione przez jedną rodzinę z pokolenia na pokolenie, Nie dość, że gałka kosztuje tylko 5zł, to są jeszcze smaczne. Nie tak dawno temu, kosztowała 3zł ale inflacja i tutaj dotarła.
Objedzeni i zasłodzeni, lecimy już na strzała do domu, zanim słońce zacznie znowu nam świecić prosto w oczy.
  • 123 KB
  • 8 lip 25 10:05
Droga przeleciała całkiem sprawnie, choć męcząco ze względu na wiatr, temperaturę i wzmożony ruch. Kończył się przecież długi weekend.
Dwa dni jazdy Harleyem i spragniona, motocyklowa dusza, dostała w pełni co chciała. Człowiek zmęczony ale szczęśliwy. Mięśnie bolą jeszcze bardziej niż wczoraj, ale najważniejsze, że szczęśliwie dojechaliśmy do domu i spontan można uznać za mega udany.
Przejechaliśmy w malowniczych okolicznościach przyrody 457mil czyli jakieś 730 kilometrów. Motocykl dał radę i ja też, choć co tu dużo mówić Electra to dziewczyna raczej dla mnie zbyt obfita i przyciężkawa a do tego hałaśliwa i krnąbrna. Choć może się podobać, bo trzeba przyznać, że zwraca na siebie uwagę, zwłaszcza wśród płci męskiej.
Z humorami lub też jak kto woli z awaryjnością, póki co wyszło bez zastrzeżeń. Może akurat trafiłem na te lepsze dni. Na początku było postraszenie wyciekiem oleju, ale potem się uspokoiło. Wyciekło co miało wyciec i było git.
Jazda tym motocyklem daje frajdę i ma swój niepowtarzalny klimat, niczym dosiadanie jakiegoś niezbyt oswojonego, narwanego wierzchowca. Poza tym praca silnika TWIN CAM to też kwintesencja motocyklowej klasyki. Jeszcze nie widać a już słychać, że to właśnie jedzie Harley.
  • 86 KB
  • 8 lip 25 10:05
Raczej nie będzie to dla mnie motocykl na lata, głównie z powodu dużej wagi i braku biegu wstecznego, ale myślę, że chwilę z wielką radością sobie nim pojeżdżę.
Na szczęście motocykl to nie żona i można zmieniać na inne a nawet mieć kilka jak tylko kogoś jest na to stać.
Na koniec jeszcze kilka spraw techniczno-praktycznych. Pozycja za kierownicą dla mnie jest taka jak lubię. Dużo czytelnych i przydatnych wskaźników. Siedzenie bardzo mięciutkie i wygodne. BabaLuca też zadowolona, choć brakuje podłokietników i rączek do trzymania. Podesty pod stopy również wygodne. Przydałoby się jednak na prawym jakieś małe oparcie stopy, bo przy 150km/h zwiewało mi nogę i musiałem ją przytrzymywać, żeby gdzieś nie odleciała. Lewa oparła się na dźwigni zmiany biegów (pięta) a prawa nie miała gdzie i się ześlizgiwała. Używanie klamki sprzęgła wymaga sporej siły ale, że po budowie przybyło mi trochę krzepy to nie stanowi to dla mnie problemu. Sprzęgło działa jak należy i przy ruszaniu pracuje płynnie, za to zmiana biegów jest jak w Starze 66. Zwłaszcza wbijanie z luzu na jedynkę, tak jakby ktoś młotkiem walnął w silnik, łup i szarpnięcie. No cóż, ten typ tak ma. Duży moment od samego dołu cieszy przy przyśpieszaniu. Na moje potrzeby mocy jest aż nadto. Do drgań można się przyzwyczaić i jeździć na tych przyjemniejszych, pilnując odpowiednich obrotów wału.
Przeniesienie napędu na tylne koło pasem zębatym jest zupełnie nieodczuwalne. Napędu w ogóle nie słychać tak jak przy napędzie zębatkowo-łańcuchowym i nie ma też luzów i szarpnięć przy odpuszczeniu i dodaniu gazu, jak w przypadku wału kardana.
To jest mój pierwszy motocykl na pasku i jestem pozytywnie zaskoczony jego pracą, pewnie do czasu aż mi się niespodziewanie urwie, gdzieś na trasie. Wtedy nie będzie przyjemnie i nie dość, że nowy pasek mało nie kosztuje to jeszcze dojdą koszty holowania. Założenie nowego paska też nie będzie proste, bo motocykl trzeba podnieść na podnośniku, zdemontować tylne koło, wylać olej, zdemontować kapę sprzęgła zewnętrzną, zdemontować całe sprzęgło, zdemontować kapę wewnętrzną i dopiero można wcisnąć nowy pasek. Potem oczywiście ta sama procedura w odwrotnej kolejności. Śrubki calowe, żeby za łatwo nie było.
Pojemność bagażowa, tu jest jak w Goldwingu a nawet może i lepiej.
  • 76 KB
  • 8 lip 25 10:04
Kufer centralny swobodnie mieści dwa kaski i nawet coś jeszcze. Z ciekawostek to fabrycznie znajduje się tam specjalna kieszonka z książką obsługowo-serwisową.
  • 85 KB
  • 8 lip 25 10:04
Kufry boczne też są całkiem pojemne. Jak widać mój jest mocno porysowany i ma też uszkodzone zamknięcie. Ceny nowego, czy używanego są takie, że będzie musiało być to co jest.
  • 78 KB
  • 8 lip 25 10:04
Porysowany, czy nie to do środka i tak wchodzi tyle samo. Śmiesznie się otwiera, bo pokrywa trzyma się na zwykłej szmacie, oczywiście z napisem Motor Harley-Davidson Cycles, czyli szmata ale jednak taka niezwykła he, he. Mimo wszystko wkładanie i wyciąganie bagaży jest łatwiejsze niż w Goldasie. Można też bez użycia klucza, odkręcić dwie śrubki i w łatwy sposób, zdemontować cały kufer.
Co do oświetlenia to się na razie w konkretach nie wypowiem, bo w nocy jeszcze nie śmigałem. Z zewnątrz patrząc to na ilości świecących światełek nie oszczędzali i z bożonarodzeniową choinką może śmiało stawać w konkury.
Do głowy nic ciekawego już mi nie przychodzi, zatem ogłaszam, że to już jest KONIEC.
« poprzednia stronanastępna strona »
  • Pobierz folder
  • Aby móc przechomikować folder musisz być zalogowanyZachomikuj folder
  • dokumenty
    0
  • obrazy
    31
  • pliki wideo
    0
  • pliki muzyczne
    0

31 plików
2,48 MB




P.Kuba-47

P.Kuba-47 napisano 27.11.2017 11:39

zgłoś do usunięcia
FILMY--2017

FILMY--2017 napisano 27.11.2017 12:32

zgłoś do usunięcia
DZIACHO1966

DZIACHO1966 napisano 5.12.2018 09:27

zgłoś do usunięcia
zapraszam do pobierania i chomikowania na pewno znajdziesz cos dla siebie
GrazynaWol

GrazynaWol napisano 30.05.2019 17:22

zgłoś do usunięcia

obrazek

Serdecznie pozdrawiam i życzę miłego popołudnia i wieczoru...

gacenag360

gacenag360 napisano 22.11.2020 16:03

zgłoś do usunięcia
Swietny chomik

konto__prywatne napisano 18.10.2021 21:31

zgłoś do usunięcia
Zapraszam do obejrzenia bardzo ciekawego wideo o życiu pozaziemskim pt. "ODKRYCIE NIE Z TEJ ZIEMI. BURZYWIESTNIK", w którym dr Franc Zalewski wyjaśnia czym jest to coś i co skrywa tajemnica dzisiejszego świata.
jegah58199

jegah58199 napisano 9.04.2022 03:03

zgłoś do usunięcia
Super chomik
wapix49040

wapix49040 napisano 11.02.2023 21:16

zgłoś do usunięcia
Super chomik
doporen777

doporen777 napisano 29.05.2023 02:43

zgłoś do usunięcia
Zapraszam
LeonxD9394

LeonxD9394 napisano 28.12.2024 00:05

zgłoś do usunięcia
Zapraszam

Musisz się zalogować by móc dodawać nowe wiadomości do tego Chomika.

Zaprzyjaźnione i polecane chomiki (1)Zaprzyjaźnione i polecane chomiki (1)
Zgłoś jeśli naruszono regulamin
W ramach Chomikuj.pl stosujemy pliki cookies by umożliwić Ci wygodne korzystanie z serwisu. Jeśli nie zmienisz ustawień dotyczących cookies w Twojej przeglądarce, będą one umieszczane na Twoim komputerze. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia. Dowiedz się więcej w naszej Polityce Prywatności