-

5281 -

94 -

1019 -

1227
7765 plików
30,27 GB
Foldery
Ostatnio pobierane pliki
Był synem reemigrantów, którzy powrócili z Francji do Polski w 1948 roku. Pierwsze swoje wiersze opublikował w roku 1956, w wieku 19 lat. Właśnie nastał po październikowym przełomie w polityce, bardzo dobry okres dla rozwoju twórczości literackiej. Po czasach socrealistycznego marazmu i dominacji politycznej agitacji, mogła wreszcie przemówić do polskiego czytelnika niezależna ideowo i artystycznie popaździernikowa literatura piękna. Edward Stachura był jej protoplastą i jednym z najwybitniejszych przedstawicieli. Pisał wiersze, poematy, teksty piosenek, utwory narracyjne, tłumaczył poezję francuską i latynoamerykańską. Kontrastem dla wspaniałej kariery literackiej było jego życie prywatne: nieszczęśliwe i tragiczne, wypełnione brakiem zrozumienia z bliskimi, nieudanym małżeństwem z pisarką Zytą Bartkowską (pseud. Zyta Oryszyn) i świadomie wybraną samotnością. W kwietniu 1979 roku Stachura wpadł pod nadjeżdżający elektrowóz, w wyniku czego stracił cztery palce prawej dłoni i trafił do szpitala psychiatrycznego. Do dzisiaj nie wiadomo, czy była to próba samobójcza, czy nieszczęśliwy wypadek spowodowany nasilającą się chorobą psychiczną, psychozą depresyjno-urojeniową. W swoim dzienniku pt. „Pogodzić się ze światem”, który zaczął pisać krótko przed śmiercią, tak opisuje to zdarzenie: „W końcu marca i w pierwszych dniach kwietnia zaczęły dziać się ze mną niesamowite rzeczy. W trakcie tego najechał mnie pociąg czy sama lokomotywa, nie wiem tego dotąd. W karcie informacyjnej, którą widziałem w szpitalu, pisało: potrącony przez elektrowóz, nie przez pociąg.” Okaleczony fizycznie i psychicznie, próbował jeszcze podnieść się z upadku. Nauczył się pisać lewą ręką i pisał do ostatnich swoich dni. Nie było już ich wiele. 24 lipca 1979 roku Edward Stachura powiesił się w swoim warszawskim mieszkaniu. Dla potomnych pozostał „poetą wyklętym”, autorem pięknych i przejmujących wierszy, również o miłości.


stachura Stachura Edward (1937-1979), pisarz; urodzony we Francji, od 1948 w kraju; w swej twórczości dał przejmujący wyraz poczuciu egzystencjalnego lęku i odrazy do życia w warunkach współcz. cywilizacji; jego bohaterowie wrażliwi, wyobcowani samotnicy przeżywają swój los jako "bezustanną ucieczkę przed śmiercią", przyjmując postawę daremnego i bezsilnego buntu; liryki, poematy, opowiadania (Falując na wietrze 1966), powieści (Cała jaskrawość 1969, Siekierezada 1971, Się 1977), opowieść poet. Wszystko jest poezją (1975) i dialog poet.-filoz. wyrosły z fascynacji buddyzmem Fabula rasa. Rzecz o egoizmie (1979); twórczość i osoba Stachury stały się, zwł. po jego tragicznej śmierci, obiektem kultu w środowiskach młodzieżowych; Poezja i proza (t. 1-5 1982).
Edward Stachura (1937 - 1979)
Wiersze
Musisz mi pomóc
Kocham za siebie, kocham za ciebie,
Kocham jeden za dwoje.
Słońce po niebie, księżyc po niebie,
Gwiazdy po niebie, chmury po niebie -
Wszystko spoczywa na mojej głowie!
Musisz mi pomóc, musisz mi pomóc,
Swoją miłością musisz mi pomóc;
Musisz pokochać mnie więcej,
Bliżej wyciągnąć kochane ręce
Musisz!
Sam nie podołam, sam nie dam rady
Unieść tyle miłości.
Księżyc i gwiazdy, chmury i słońce,
Lody wciąż łamać, ciągle i ciągle,
Sił mi brakuje, o pomoc proszę!
Musisz mi pomóc, musisz mi pomóc,
Swoją miłością musisz mi pomóc;
Musisz pokochać mnie więcej,
Bliżej wyciągnąć kochane ręce
Musisz!
Musisz mi pomóc, musisz mi pomóc,
Swoją miłością musisz mi pomóc;
Musisz pokochać mnie więcej,
Żebym się nie mógł w głęboką wodę
Rzucić!
Z nim będziesz szczęśliwsza
Zrozum to, co powiem
Spróbuj to zrozumieć dobrze
Jak życzenia najlepsze, te urodzinowe
Albo noworoczne, jeszcze lepsze może
O północy gdy składane
Drżącym głosem, niekłamane
Z nim będziesz szczęśliwsza
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim.
Ja, cóż -
Włóczęga, niespokojny duch,
Ze mną można tylko
Pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko
Jaka epoka, jaki wiek,
Jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień
I jaka godzina
Kończy się,
A jaka zaczyna.
Nie myśl, że nie kocham,
Lub że tylko trochę kocham
Jak cię kocham, nie powiem, no bo nie wypowiem -
Tak ogromnie bardzo, jeszcze więcej może
I dlatego właśnie żegnaj,
Zrozum dobrze, żegnaj, żegnaj
Z nim będziesz szczęśliwsza
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim.
Ja, cóż -
Włóczęga, niespokojny duch,
Ze mną można tylko
Pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko
Jaka epoka, jaki wiek,
Jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień
I jaka godzina
Kończy się,
A jaka zaczyna.
Ze mną można tylko
W dali znikać cicho
Zabraknie ci psa
Ja sobie pójdę precz,
Pójdę precz daleko,
Do Zagubinowa.
W oddali zniknie
Głowa moja płowa.
Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!
Nie będę łasił się,
Do rąk twych przypadał,
A ty jak ta skała.
Nie będę skamlał,
Żebyś mnie pogłaskała.
Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!
Co uzyskuje się
Łkaniem i błaganiem?
Niechaj wie, kto nie wie:
Dziewczęce serce
Coraz bardziej twardnieje.
Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!
Ja sobie pójdę precz,
Pójdę precz daleko,
Może Patagonia.
Tak, żebyś była
Bardzo zadowolona.
Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!
Zobaczysz
Ach, kiedy ona cię kochać przestanie:
Zobaczysz!
Zobaczysz noc w środku dnia,
Czarne niebo zamiast gwiazd;
Zobaczysz wszystko to samo,
Co ja.
A ziemia, zobaczysz,
Ziemia to nie będzie ziemia:
Nie będzie cię nosić.
A ogień, zobaczysz,
Ogień to nie będzie ogień:
Nie będziesz w nim brodzić.
A woda, zobaczysz,
Woda to nie będzie woda:
Nie będzie cię chłodzić.
A wiatr, zobaczysz,
Wiatr to nie będzie wiatr:
Nie będzie cię koić.
Ach, kiedy ona cię kochać przestanie:
Zobaczysz!
Zobaczysz obcą własną twarz,
Jakie wielkie oczy ma strach;
Zobaczysz wszystko to samo,
Co ja.
A ziemia, zobaczysz,
Ziemia to nie będzie ziemia:
Nie będzie cię nosić.
A ogień, zobaczysz,
Ogień to nie będzie ogień:
Nie będziesz w nim brodzić.
A woda, zobaczysz,
Woda to nie będzie woda:
Nie będzie cię chłodzić.
A wiatr, zobaczysz,
Wiatr to nie będzie wiatr:
Nie będzie cię koić
I wszystkie żywioły,
Wszystkie będą ci złorzeczyć:
Lepiej byś przepadł bez wieści!
Jest już za późno, nie jest za późno
Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,
Tęskność zawrotna przybliża nas.
Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwu planet,
Cudnie spokrewnią się ciała nam.
Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę
Z oknem na rzekę lub też na park,
Z łożem szerokim, piecem wysokim, ściennym zegarem;
Schodzić będziemy codziennie w świat.
Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić,
Siebie zachwycić i wszystko w krąg.
Wojna to będzie straszna bo Bóg nas będzie chciał zniszczyć,
Lecz nam się uda zachwycić go.
Jest już za późno!
Nie jest za późno!
Jest już za późno!
Nie jest za późno
Kochankowie
Katedro! szerokobiodra kobieto
o czterech smukłych nogach
Zielone dłonie jaszczurek
przemycają światłość twego brzucha
ascetycznym handlarzom
Rozkoszne zdziwienie palców
spada w pionowość pleców - mrocznych witraży
do posadzki
na której czerwień twych włosów
zastyga w dymiący ochłap baranka
A wysoko między łukami
na pajęczych siatkach
dojrzewa w purpurowych kokonach
owoc na wypełnienie ostatniego naczynia
Pejzaż
Usypia horyzont w kąciku twych ust
i powracają chmury i słońce
łagodniejsze półwyspy prosić
o miękkie nory twoich oczu
W dalekich krajach
białe dłonie mnichów
zarzynają młode daniele
i na kamiennych posadzkach swoich domów
rozkładają skóry miękkie
dla jednej stopy twojej
Rano kiedy szyje podnosisz leniwie
ręce złodzieje podsuwają ci
grzebienie z kości słoniowej
i najpiękniejsze konie
przybiegają pod okno
Ona sobie tego nie życzy
Jużo nic nie zapytam
Nigdy więcej
Tylko, co mam robić,
Kto mi powie,
Żeby powstrzymać ręce
Które mi się same wyrywają do niej.
A to ją złości,
A to ją drażni
Ona sobie tego nie życzy!
Nie chce mych włości,
Nie chce mych danin,
Ona sobie tego nie życzy
A kiedy mówię do niej: Pozwól,
Poszukać pójdę wiatru w polu -
Ona sobie tego nie życzy
Już o nic nie zapytam
Nigdy więcej
Tylko, co mam robić,
Kto mi powie,
Żeby powstrzymać serce,
Które mi się same
Wprost wyrywa do niej,
A to ją złości
A to ją drażni,
Ona sobie tego nie życzy!
Nie chce mych włości,
Nie chce mych danin,
Ona sobie tego nie życzy!
A kiedy mówię do niej: Pozwól,
Poszukać pójdę wiatru w polu -
Ona sobie tego nie życzy!
Próba wniebowstąpienia
Przyjdź do mnie jawnogrzesznico
będę cię rozdzierał powoli
na wszystkie nadzieje i zespolenie
może zakwitniesz nad ranem
piękną duszą słonecznika
rymierz-wiersze
Nie ma plików w tym folderze
-

0 -

0 -

0 -

0
0 plików
0 KB
Chomikowe rozmowy










Pokaż wszystkie
Pokaż ostatnie
