Download: DOM.mp3
DOM
Twarz zdobią kropelki łez,
Wycisnął je rzeczywistości dym.
Niedawno stał tutaj dom,
Owoc mocnych i pełnych dumy rąk.
Dziś tańczy tu wiatr,
Chce zagłuszyć twój pełen goryczy szloch.
Jeszcze w uszach brzmi
Miarowy huk narzędzi twych.
Jeszcze gdzieś w pamięci tkwi
Wspomnienie tamtych dni.
Rosła w górę twa forteca,
Twe królestwo rosło
Ku radości oczu twych.
W dłoniach twoich miał zabłysnąć
Szczerozłoty dzban,
W nim wolności płyn,
Abyś mógł spokojnie prosto w twarz
Przyszłości spojrzeć.
Gromadziłeś wielki skarb,
Choćby i po trupach,
Lecz dom twój musiał stać.
Pewnego dnia obok twojej budowy
Przechodził Ktoś, prosił cię,
Byś podał Mu swą dłoń,
Zbudował inny dom.
Ze sobą miał kawał drewna na plecach
Zbroczony obficie krwią,
Mówił ci, że to jest
Fundament pod twój dom.
Spojrzałeś na Jego rany,
Jego ubogi płaszcz.
Pomyślałeś: „Cóż On może mi dać
Prócz cierpienia i łez?
Mówi, że jest moim Królem,
Ale ja przecież wiem,
Że tak mało ludzi dzisiaj z Nim jest,
A On idzie na śmierć!”
Spójrz, co zostało z tych dni,
Z twej pracy, która zamieniła się w pył,
Straciła najmniejszy sens,
Choć autorem jej przecież człowiek jest!
A przecież twój dom mógł na wieki trwać,
Nie zważając na czas.
Już za kilka chwil
Umilknie huk narzędzi twych;
Minie, jak wczorajszy dzień,
Wspomnienie tamtych dni.
Będziesz czuł obecność tej Krainy,
Która nigdy nie ucieszy oczu twych.
W dłoniach twoich już za chwilę
Pęknie złoty dzban,
W nim – wolności płyn.
Przed przyszłością zadrży wnet
Rozgoryczone serce,
Zamiast w oczy spojrzeć jej.
Nad rozrzuconym gruzem
Rozlegnie się twój jęk.
Każdego dnia obok twojej budowy
Przechodzi Ktoś,
Prosi cię, byś podał Mu swą dłoń,
Zbudował inny dom.
Ze sobą ma kawał drewna na plecach
Zbroczony obficie krwią.
Mówi ci, że to jest
Fundament pod twój dom.
Spójrz jeszcze raz na te rany,
Na ten ubogi płaszcz:
On potrafi szczęście wieczne ci dać,
Choć wymaga to łez.
Uwierz Mu więc, bo to prawda,
Że On Królem twym jest,
Choć tak mało ludzi i dzisiaj z Nim jest,
A On idzie na śmierć.