-

5 -

1 -

196 -

28
231 plików
0,81 GB
Afryka wywiera urzekający wpływ na większości podróżnych odwiedzających ten kontynent po raz pierwszy.
Zambia to kraj leżący w środkowej Afryce, uważany za esencję Afryki, gdzie możesz odkryć wiele odległych obszarów dzikiej przyrody, zapierających dech w piersiach widoków i życzliwych ludzi.
Postanowiliśmy zobaczyć więcej niż słynny Wodospad Wiktorii.
Spędziliśmy wspaniały tydzień w dwóch luksusowych domkach na brzegu rzeki Zambezi.
Przygoda rozpoczęła się na dobre na lotnisku w Lusace, skąd polecieliśmy małym, 10-osobowym samolotem na krótki, półgodzinny lot do naszego pierwszego miejsca przeznaczenia. Moim zdaniem jest to najlepsze wprowadzenie do kraju, lecąc nisko nad bezkresnymi połaciami buszu
widzieliśmy czego możemy się spodziewać. Wkrótce ukazały się błękitne wody Zambezi wijącej przez majestatyczne równiny i wylądowaliśmy na lądowisku w Baines River Camp.
W środku dziewiczego afrykańskiego buszu, na północnym brzegu rzeki Zambezi, naprzeciwko
Parku Narodowego Zimbabwe Mana Pools (wpisanego na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO), podziwialiśmy Baines River Camp, nazwany na cześć słynnego artysty i odkrywcy, Johna Thomasa Baines.
Gustownie ukrytych pośród olbrzymich drzew tamarind (Tamarindus indica) i jackalberry (Diospyros mespiliformis), osiem apartamentów stylu kolonialnym to prawdziwy safari lodge mogący pomieścić 16 gości, z dodatkowym zakwaterowaniem namiotowym dla pilotów i przewodników specjalistycznych.
Każdy z tych „Apartamentów Odkrywców „ cieszy własnym, niepowtarzalnym widokiem na rzekę. Wentylatory w sufitach, mini bary, łóżka king-size (dwa apartamenty posiadają podwójne łóżka dla tych, którzy wolą), ozdobne tkaniny, naturalne drewno, orientalne dywany i wygodne kanapy na
werandzie stwarzają atmosferę przepychu i luksusu.
W otoczeniu spektakularnych widoków – doznałem poczucia oddalenia i spokoju.
Po wspaniałym obiedzie wybraliśmy się nad rzekę, mężczyźni zaczęli wędkowanie w nadziei złowienia tigerfish, a panie chętnie moczyły nogi na mieliźnie dalej w dół rzeki (mam nadzieję, że wolne od hipopotamów i krokodyli).
Po kilku silnych pociągnięciach wędki, ale niestety bez połowu, wybraliśmy się na rejs o zachodzie słońca po niewiarygodnej Zambezi. Słowa nie mogą opisać piękna tej, jednej z największych rzek Afryki, popijając piwo Mosi, podziwialiśmy stada słoni i bawołów odpoczywających na brzegach, duże krokodyle i hipopotamy pływające obok i odgłosy krzykliwych bielików afrykańskich rozchodziły się po wodzie.
Wydawało się że popołudnie nie może już być lepsze, kiedy naszym następnym przystankiem okazała się wyspa, z dobrze zaopatrzonym stołem w napoje przekąski i krzesła. Popijaliśmy Krone i obserwowaliśmy chowające się słońca za „Never Again Mountain” (nazwana tak, ponieważ kiedy
turyści wspinają się na nią, przyrzekają: "Nigdy więcej!").
Jeszcze kilka drinków i ruszyliśmy z powrotem do Baines na wystawny trzydaniowy obiad przy dźwiękach afrykańskiego buszu obok spokojnej rzeki Zambezi. Obóz wyposażono w doskonałe miejsce do wieczornego relaksu - wokół dużego ogniska boma, nasi wyjątkowi gospodarze Scott i Kevin trzymali nas w napięciu swoimi opowieściami o afrykańskim buszu, podczas gdy drinki dostarczane były na bieżąco. Nasz wieczór zakończyliśmy śpiewaniem kawałków Cata Stevensa wokół ognia przy akompaniamencie Scottyego na gitarze i pomruków hipopotamów do wczesnych godzin rannych.
Po krótkim śnie, z pulsującym bólem w głowach ruszyliśmy łodzią do naszego następnego celu.
Dzisiaj, musimy sami nieść swoje kajaki, następnie wiosłowaliśmy w górę rzeki, pod wiatr, do miejsca lunchu na terenie Lower Zambezi National Park. Odwaliliśmy dużo ciężkiej roboty, pokonaliśmy 14 kilometrowy odcinek, ale nagroda warta była wylanego potu.
Po drodze mijaliśmy mnóstwo hipopotamów i słoni, a nawet dziwnego krokodyla.
Widzieliśmy setki ptaków, a kiedy dotarliśmy w końcu do miejsca lunchu, zostaliśmy powitani przez obficie zastawiony stół na brzegu rzeki w cieniu akacji Acacia erioloba.
Jeszcze bardziej spektakularna była nasza lokalizacja, siedzieliśmy kilka metrów od stada słoni, które nieustannie trzęsły drzewami wokół w poszukiwaniu smacznych strąków na obiad.
Po lunchu wyjazd otwartymi samochodami 4X4 na safari w Parku Narodowym Lower Zambezi. Pierwsza nasza zdobycz to stado 12 lwów ucztujące nad resztkami dwóch bawołów.
Na szczęście, nie było już więcej spływów kajakowych tego dnia, zanieśliśmy tylko łodzie
z powrotem do obozu, popijając lodowate piwo Mosi z uczuciem relaksu po tak wspaniale spędzonym dniu na wodzie i w buszu
Marzyliśmy cały dzień o kąpieli w Zambezi, jednak nikt nie odważył by się ze względu na krokodyle. Dlatego z radością wskoczyliśmy do basenu po powrocie do obozu (niektórzy w ubraniach). Mojito podawano przy basenie - koktajl idealny do picia w basenie podczas oglądania zachodu słońca nad Zambezi.
Baines leży w spokojnym, bardzo odległym zakątku, w ostatnich latach powstało wiele ośrodków nad Zambezi, jednak żaden z nich nie potrafi stworzyć takiej intymnej atmosfery dorównującej Baines.
Z ciężkim sercem, opuszczaliśmy to miejsce następnego ranka, żegnaliśmy znajomych i pracowników. Nasza przygoda była daleka od zakończenia, polecieliśmy naszym samolotem do Royal Chindu.
Położony w cichym i spokojnym sercu lasu Katambora Zambezi - RoyalChundu Zambezi River Lodge oddaje magnetyczny urok mistyki drzemiącej w okolicach Wodospadu Wiktorii.Tylko pół godziny jazdy od zgiełku i gwaru turystycznej mekki – Wodospadu Wiktorii. Lodge jest czynny przez cały rok i jest łatwo dostępny samochodem.
Atmosfera Royal Chindu bardzo różni się od Baines, chociaż oba mają oszałamiające widoki. Royal Chindu to zaawansowany krok postępu w dziedzinie luksusowej turystyki, składa się z 14 domków podzielonych na dwie kategorie, lodge kontynentalne i lodge na wyspie.
Kontynentalne lodge są luksusowymi domkami zbudowanymi na lądzie tuż przy brzegu
rzeki. Mają one duże balkony z widokiem na wodę, oszklony prysznic i klimatyzację. Są one połączone z funkcjonalną przestrzenią publiczną, z wielkim basenem, restauracją, biblioteką z
internetem, boma, salą telewizyjną i sklepem z pamiątkami.
Cztery Lodge zbudowano na palach na ekskluzywnej wyspie. Te apartamenty są super luksusowe , wszystkie zawierają salon, brodzik, kąpiel na świeżym powietrzu, boma
i prywatny taras widokowy ukryty pomiędzy koronami drzew i brzegiem Zambezi.
Ledwo mogliśmy złapać oddech, kiedy z przewodnikiem poszliśmy na zwiedzanie sąsiedniej wioski.
Pół godziny później wsiedliśmy na trzyosobowe pontony. Spływ w dół zburzonej Zambezi był ekscytującą przygodą. Wiry nie są tak zdradzieckie jak w wyżej klasyfikowanych spływach w górnym biegu rzeki, ale dla nas było to po prostu przerażające, połącz to z najbardziej niewiarygodnymi krajobrazami mijanymi kiedy śpieszysz w dół bystrza, a tak naprawdę, gorąco to polecam.
Po dwóch godzinach dotarliśmy do zacisznego miejsca otoczony bujną roślinnością na jeszcze jeden wspaniały afrykański obiad.
Kolejne kilka dni minęło przy odgłosach bielików afrykańskich, piwa Mosi i obfitych
posiłków. Podziwialiśmy najbardziej spektakularne w Afryce zachody słońca z zacisza łodzi, podczas oglądania masywnych stad słoni, hipopotamów i kudu podchodzących do wody. Złowiłem moją pierwszą rybę tigerfish, szkoda że obowiązuje zasada złapać i wypuścić.
Nasz ostatni wieczór w Zambii był najbardziej pamiętnym, kiedy wokół ogniska boma
kobiety z Zambii uczyły nasze panie jak "potrząsnąć tyłkiem" w stylu zambijskim.
Miałem przyjemność odwiedzić wszystkie kraje Afryki Południowej, mieszkałem w jednych z najbardziej luksusowych hoteli w Afryce, ale mogę powiedzieć bez cienia wątpliwości
że Baines River Camp i Royal Chindu Lodge są na samym szczycie tej listy.
- sortuj według:
-

0 -

17 -

0 -

0
17 plików
9,47 MB
Chomikowe rozmowy
Zaprzyjaźnione i polecane chomiki (1)





Foldery








Pokaż wszystkie
Pokaż ostatnie

ZAPRASZAM 




