-

76 -

727 -

6 -

369
1271 plików
439,45 GB
Foldery
Ostatnio pobierane pliki
Zdobądź nagrody pieniężne i rzeczowe lub dodatkowy transfer Chomikuj.pl
Zgłoś się do badań użytkowników!
Chomikuj.pl
Lity bór to debiut książkowy znanego reżysera Andrzeja Żuławskiego, to książka będąca wspomnieniem z życia. Autor przenosi nas w czasie w lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte i siedemdziesiąte. Opowiada o swoim dzieciństwie, młodości, studiach, filmowym światku PRL-owskiej Warszawy, znanych postaciach z wielkiego ekranu. Tak jak w swoich filmach tak i w książce Żuławski jest dosłowny i szczery.
Lity bór to barwne, interesujące i w pewnym stopniu skandalizujące wspomnienia autora, w których występuje też wiele znanych postaci jak Wajda, Polański pod własnymi nazwiskami i inne bez nazwisk !
Lity bór — recenzja. Żuławski na papierze
29 listopada 2009 Jakub Gańko
Andrzej Żuławski jest jedną z najbardziej barwnych i niepokornych postaci polskiej kinematografii. Jego najgłośniejsze filmy, jak Diabeł, Na srebrnym globie, czy niesławna Szamanka, do dziś wzbudzają kontrowersje i pozostają żywe w świadomości kinomanów. Mimo że zaraz minie 10 lat, odkąd Żuławski nakręcił swój ostatni film, w dalszym ciągu wzbudza zainteresowanie mediów za sprawą licznych skandali w swoim życiu osobistym. W czasach filmowej posuchy lwowskiego reżysera, jego miłośnikom pozostaje twórczość literacka ich idola, o której istnieniu wie niewiele osób.
Lity bór został wydany w 1991 roku i stanowi tym samym literacki debiut Żuławskiego. Od zapoznania się z nim odstrasza już sama okładka, przedstawiająca abstrakcyjne połączenie tytułowego boru i cegieł, układające się w odrażającą twarz. Gdy już opanujemy zranione odczucia estetyczne i zanurzymy się w lekturę, przeniesiemy się w szarą, peerelowską rzeczywistość lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Lity bór to bowiem przeszło 300 stron zbeletryzowanych wspomnień autora. Trzeba przyznać, że jak na tamte nieciekawe czasy, jego życie było bardzo barwne. Jako członek inteligenckiej rodziny o wyjątkowo pokomplikowanych relacjach, a następnie student filozofii na Sorbonie, nie mógł narzekać na nudę.
Żuławski opisuje najmłodsze lata, spędzane w domu w zasadzie pozbawionym ojcadyplomaty, będącego w ciągłych rozjazdach, uczucia, z jakimi zmierzył się, poznając w szkole jego wiersze, pierwsze doświadczenia z kobietami, a także filmowe środowisko lat sześćdziesiątych, do którego dopiero co wtedy trafił. Podobnie jak w swej twórczości filmowej, wszystko przedstawia w sposób wyjątkowo bezkompromisowy. Nie boi się dosadnie opisać losów najważniejszych postaci polskiego filmu tamtej epoki: ani upadku Zbigniewa Cybulskiego, ani kolejnej kochanki Andrzeja Wajdy. Nie ma też oporów przed publiczną analizą własnych stosunków z bratem, który uwodził mu kobiety, kradł role, a nawet donosił na niego komunistycznym władzom, żywo zainteresowanym otoczeniem Andrzeja Wajdy, u którego Żuławski był wówczas asystentem.
Wydawać by się mogło, że bujne życie reżysera stanowi doskonały materiał na książkę, która nie tylko byłaby świetnym dokumentem tamtych czasów, ale i wciągającą lekturą. Kontrowersyjne opisy orgiastycznych imprez artystycznego świata ówczesnej Warszawy mogłyby przyciągnąć do tej pozycji masowego czytelnika, lecz nie w wydaniu Żuławskiego. Z tą książką jest ten sam problem, co z jego filmami: twórca Trzeciej strony nocy jest tak pewny swojej artystycznej doskonałości, że nie dopuszcza nawet do siebie pomysłu, iż czytelnik może najnormalniej w świecie nie trawić jego bałaganiarskiego stylu. Liczne zdania na pół strony, najeżone rozbudowanymi dygresjami, odniesieniami do wydarzeń z zupełnie innego czasu i ogólny chaos kompozycyjny praktycznie uniemożliwiają zapoznanie się z tą lekturą. Przykład? Proszę bardzo: Żuławski opisuje powrót ze spotkania u Andrzeja Wajdy, po którym czeka na przystanku autobusowym. W trakcie tego czekania dostajemy kilkanaście stron opisu tego, jak Żuławski poznał żonę Wajdy, po czym nagle w zupełnie niezrozumiały sposób wracamy na przystanek. Do wspomnianego powrotu jednak w ogóle nie dochodzi, gdyż Żuławski już bierze się za opisywanie dzieciństwa…
O ile do obejrzenia dwugodzinnego filmu jeszcze można się bez większych problemów zmusić, tak przebrnięcie przez trzysta stron tych literackich majaków graniczy z cudem. Dlatego Lity bór polecam tylko i wyłącznie największym wyznawcom Andrzeja Żuławskiego – i to też tylko tym najbardziej zdesperowanym, którzy pragną wystawić swoje samozaparcie na ostateczną próbę.
Lity bór to barwne, interesujące i w pewnym stopniu skandalizujące wspomnienia autora, w których występuje też wiele znanych postaci jak Wajda, Polański pod własnymi nazwiskami i inne bez nazwisk !
Lity bór — recenzja. Żuławski na papierze
29 listopada 2009 Jakub Gańko
Andrzej Żuławski jest jedną z najbardziej barwnych i niepokornych postaci polskiej kinematografii. Jego najgłośniejsze filmy, jak Diabeł, Na srebrnym globie, czy niesławna Szamanka, do dziś wzbudzają kontrowersje i pozostają żywe w świadomości kinomanów. Mimo że zaraz minie 10 lat, odkąd Żuławski nakręcił swój ostatni film, w dalszym ciągu wzbudza zainteresowanie mediów za sprawą licznych skandali w swoim życiu osobistym. W czasach filmowej posuchy lwowskiego reżysera, jego miłośnikom pozostaje twórczość literacka ich idola, o której istnieniu wie niewiele osób.
Lity bór został wydany w 1991 roku i stanowi tym samym literacki debiut Żuławskiego. Od zapoznania się z nim odstrasza już sama okładka, przedstawiająca abstrakcyjne połączenie tytułowego boru i cegieł, układające się w odrażającą twarz. Gdy już opanujemy zranione odczucia estetyczne i zanurzymy się w lekturę, przeniesiemy się w szarą, peerelowską rzeczywistość lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Lity bór to bowiem przeszło 300 stron zbeletryzowanych wspomnień autora. Trzeba przyznać, że jak na tamte nieciekawe czasy, jego życie było bardzo barwne. Jako członek inteligenckiej rodziny o wyjątkowo pokomplikowanych relacjach, a następnie student filozofii na Sorbonie, nie mógł narzekać na nudę.
Żuławski opisuje najmłodsze lata, spędzane w domu w zasadzie pozbawionym ojcadyplomaty, będącego w ciągłych rozjazdach, uczucia, z jakimi zmierzył się, poznając w szkole jego wiersze, pierwsze doświadczenia z kobietami, a także filmowe środowisko lat sześćdziesiątych, do którego dopiero co wtedy trafił. Podobnie jak w swej twórczości filmowej, wszystko przedstawia w sposób wyjątkowo bezkompromisowy. Nie boi się dosadnie opisać losów najważniejszych postaci polskiego filmu tamtej epoki: ani upadku Zbigniewa Cybulskiego, ani kolejnej kochanki Andrzeja Wajdy. Nie ma też oporów przed publiczną analizą własnych stosunków z bratem, który uwodził mu kobiety, kradł role, a nawet donosił na niego komunistycznym władzom, żywo zainteresowanym otoczeniem Andrzeja Wajdy, u którego Żuławski był wówczas asystentem.
Wydawać by się mogło, że bujne życie reżysera stanowi doskonały materiał na książkę, która nie tylko byłaby świetnym dokumentem tamtych czasów, ale i wciągającą lekturą. Kontrowersyjne opisy orgiastycznych imprez artystycznego świata ówczesnej Warszawy mogłyby przyciągnąć do tej pozycji masowego czytelnika, lecz nie w wydaniu Żuławskiego. Z tą książką jest ten sam problem, co z jego filmami: twórca Trzeciej strony nocy jest tak pewny swojej artystycznej doskonałości, że nie dopuszcza nawet do siebie pomysłu, iż czytelnik może najnormalniej w świecie nie trawić jego bałaganiarskiego stylu. Liczne zdania na pół strony, najeżone rozbudowanymi dygresjami, odniesieniami do wydarzeń z zupełnie innego czasu i ogólny chaos kompozycyjny praktycznie uniemożliwiają zapoznanie się z tą lekturą. Przykład? Proszę bardzo: Żuławski opisuje powrót ze spotkania u Andrzeja Wajdy, po którym czeka na przystanku autobusowym. W trakcie tego czekania dostajemy kilkanaście stron opisu tego, jak Żuławski poznał żonę Wajdy, po czym nagle w zupełnie niezrozumiały sposób wracamy na przystanek. Do wspomnianego powrotu jednak w ogóle nie dochodzi, gdyż Żuławski już bierze się za opisywanie dzieciństwa…
O ile do obejrzenia dwugodzinnego filmu jeszcze można się bez większych problemów zmusić, tak przebrnięcie przez trzysta stron tych literackich majaków graniczy z cudem. Dlatego Lity bór polecam tylko i wyłącznie największym wyznawcom Andrzeja Żuławskiego – i to też tylko tym najbardziej zdesperowanym, którzy pragną wystawić swoje samozaparcie na ostateczną próbę.
- sortuj według:
-

0 -

3 -

1 -

0
9 plików
0,96 GB
-
Czy pokolenie JP II to już tylko fikcja?
Dzisiaj 11 Dzień Papieski... Po śmierci Jana Pawła II szybko zagościł w... -
PiS chce przywrócić karę śmierci
I dlatego nie lubię polityków - ich hipokryzja nie zna granic. Z jednej... -
Rozliczenie Stanu Wojennego
Wczoraj zapadły wyroki w sprawie wprowadzenia stanu wojennego w Polsce....
Chomikowe rozmowy
Zaprzyjaźnione i polecane chomiki (41)





Pokaż wszystkie
Pokaż ostatnie


Witam i dziękuję za dodanie do polecanych chomików. Zapraszam ponownie do mojej spiżarni bo warto codziennie dodaje nowe pliki. Zbiór 29 000 plików i różnorodna tematyka zapewnia, że każdy coś dla siebie znajdzie.
Pozdrawiam i zapraszam ponownie

