-

5862 -

1439 -

279647 -

12113
304125 plików
339,04 GB
Foldery
Ostatnio pobierane pliki
- sortuj według:
- 40 KB
- 25 mar 14 12:17
Obraz przedstawia Nawiedzenie, czyli wizytę Najświętszej Maryi Panny w domu jej krewnej, św. Elżbiety, matki św. Jana Chrzciciela, który wkrótce miał się urodzić. To pierwsza chwila złożenia hołdu Jezusowi, jeszcze w łonie matki. „Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: »Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona«” – czytamy w Ewangelii św. Łukasza (1,41–42). Święty Jan Chrzciciel, który później zapowiadał nadejście Mesjasza, uczynił to więc po raz pierwszy już w łonie swej matki. Jego poruszenie się sprawiło, że Elżbieta, za sprawą Ducha Świętego, rozpoznała w Jezusie Zbawiciela i uklękła z pokorą przed Maryją. Matka Boża, trochę skrępowana hołdem znacznie od niej starszej Elżbiety, pomaga jej wstać. Na drugim planie św. Józef pozdrawia męża Elżbiety, Zachariasza. Warto zauważyć, że artysta zerwał z obowiązującą wówczas tradycją przedstawiania Józefa jako starca. Obu rodzinom towarzyszą krzątający się w obejściu służący. Dopełnieniem tej sceny, swego rodzaju epilogiem, jest to, co możemy zobaczyć na bardzo dalekim planie, nad pochylonymi sylwetkami Maryi i Józefa. Wije się tam malowniczymi zakolami rzeka Jordan. Dostrzegamy stojącego w niej Jezusa i udzielającego Mu chrztu św. Jana Chrzciciela. Nad Jezusem znajduje się Duch Święty pod postacią gołębia, a jeszcze wyżej, w chmurach, Bóg Ojciec
z chomika cz.jurek
- 54 KB
- 25 mar 14 12:17
Wspaniałe bogactwo wielobarwnych kwiatów wypełnia cały obraz. Pomiędzy nimi widać małą, niepozorną figurkę. Nie jest ona, wbrew pozorom, plastycznym urozmaiceniem martwej natury. To obraz religijny, figurka przedstawia Najświętszą Maryję Pannę, a kwiatowa girlanda jest hołdem, jaki Madonnie składa artysta. Na postumencie namalowanego popiersia można odczytać wymowny napis: „Ego flos campi” (Jestem kwiatem polnym). To cytat z Pieśni nad pieśniami ze Starego Testamentu. Słowa Oblubienicy: „Jam kwiat polny i lilia dolin” (Pnp 2,1) van Veerendael kojarzy z osobą Maryi. Kwiaty, zwłaszcza róże i lilie, to tradycyjny atrybut Matki Bożej. W tradycji ludowej wielu krajów istnieje zresztą zwyczaj przyozdabiania kwiatami Jej wizerunków. Obraz flamandzkiego artysty ma jednak jeszcze dodatkowe znaczenie. Powstał on w XVII wieku, gdy Niderlandy były już trwale podzielone na część południową – katolicką i północną – protestancką. Protestanci, jak wiadomo, odrzucają kult maryjny. Dlatego artyści katoliccy bardzo często składali swymi obrazami hołd właśnie Maryi. Dzieła te, których powstało wówczas w Niderlandach bardzo wiele, były więc głosami w toczącej się wówczas w Europie dyskusji teologicznej. Nie jest przypadkiem, że pozornie bezładnie namalowane kwiaty układają się wokół rzeźby Maryi w zarys kształtu serca. Malowidło uważano długo za dzieło Jana Brueghela Starszego, który jako pierwszy malował tego typu obrazy. Dopiero w XX wieku ustalono, że autorem jest inny, mniej znany, flamandzki artysta Nicolaes van Veerendael.
z chomika cz.jurek
- 44 KB
- 25 mar 14 12:17
Jezus czule gładzi jedną z otaczających Go owiec. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa Zbawiciela przedstawiano najczęściej jako Dobrego Pasterza, dbającego o swe owce, czyli wspólnotę wiernych. Mozaika nawiązuje oczywiście do słów Jezusa przytoczonych w Ewangelii według św. Jana: „Ja jestem dobrym pasterzem” (10,11). Wszystko wydaje się w pełni zrozumiałe, mimo że od powstania dzieła minęło już ponad półtora tysiąca lat. Jedyne, co nas może dziś zaskakiwać, to twarz Jezusa – bez brody, podobna do twarzy bohaterów rzymskich malowideł. Dlaczego jednak właśnie motyw Dobrego Pasterza trafiał tak mocno do wyobraźni starożytnych? Nawet już w katakumbach archeolodzy znajdują przede wszystkim takie przedstawienia Chrystusa. Może zatem w wizerunku Dobrego Pasterza kryją się inne treści, których już dziś nie dostrzegamy, mimo że były oczywiste dla starożytnych, wychowanych w grecko-rzymskiej tradycji pogańskiej? Znali oni doskonale mit o greckim herosie Orfeuszu, który zszedł do Hadesu – krainy zmarłych – i powrócił z niego żywy. Orfeusz miał otaczać się zwierzętami, które obłaskawiał grą na lirze. Być może więc pierwsi chrześcijanie widzieli w wizerunku Dobrego Pasterza przede wszystkim nawiązanie do Zmartwychwstania? Może owce to dusze zmarłych wyprowadzone z Otchłani? Na takie rozumienie dzieła zdaje się wskazywać kij pasterski w kształcie krzyża, na którym opiera się Chrystus. Symbol Jego zbawczej śmierci jest tu więc jednocześnie symbolem prowadzenia stada przez pasterza.
z chomika cz.jurek
- 28 KB
- 25 mar 14 12:17
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że oglądamy zwykłą scenę rodzajową z życia rybaków. Niektóre łodzie wypływają na wodę, przy innych, obładowanych rybami, krzątają się jacyś ludzie. Dopiero gdy przyjrzymy się bliżej, dostrzeżemy, że obraz jest szczegółową relacją z 21. rozdziału Ewangelii według św. Jana, opowiedzianą w formie… komiksu. „Lekturę” rozpoczynamy, patrząc na łódź odbijającą od brzegu z prawej strony, namalowaną na drugim planie. To ilustracja słów: „Szymon Piotr powiedział do nich: »Idę łowić ryby«. Odpowiedzieli mu: »Idziemy i my z tobą«. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili” (J 21,3). Ciąg dalszy znajdziemy, kierując wzrok w lewo. Tu, w centrum obrazu, artysta umieścił dwie sceny z następnego dnia. Na najbliższym planie apostołowie z trudem wyciągają na brzeg sieci obciążone mnóstwem ryb. Natomiast na dalszym planie widzimy stojącego na brzegu Jezusa i płynącego w Jego kierunku św. Piotra, który rzucił się w morze, gdy rozpoznał Pana. Zakończenie rozdziału znajdujemy z lewej strony malowidła: „Rzekł do nich Jezus: »Chodźcie, posilcie się!«. Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: »Kto Ty jesteś?«, bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał (J 21,12–14). Apostołowie posilają się więc złowionymi rybami. Jezus siedzi razem z nimi. Rozpoznajemy Go łatwo po niewielkiej aureoli wokół głowy. Artysta w trosce o to, by niezorientowani widzowie od razu zrozumieli treść obrazu, namalował w lewym dolnym roku tabliczkę z łacińskim napisem: „Jezus ukazuje się nad Morzem Tyberiadzkim”.
z chomika cz.jurek
- 24 KB
- 25 mar 14 12:17
To obraz zaskakujący dla każdego, kto dobrze pamięta „Ostatnią Wieczerzę” Leonarda da Vinci. Siedzący z lewej strony uczeń Jezusa jest bardzo podobny do… Judasza z tamtego sławnego malowidła. Tak samo odchyla się do tyłu, wykonując obronny gest ręką, jakby nie chciał dopuścić do siebie Zbawiciela. Dwaj uczniowie Jezusa, kilka dni po Jego śmierci, wybrali się do Emaus, wioski pod Jerozolimą. Po drodze spotkali nieznajomego, którego zaprosili na kolację w gospodzie. W chwili gdy łamał i błogosławił chleb, zorientowali się, że to zmartwychwstały Chrystus. Właśnie tę chwilę, z Ewangelii według św. Łukasza, namalował Tycjan. Uczeń z prawej strony nachyla się w stronę Pana, pobożnie składając ręce do modlitwy. Wydaje się, że za chwilę przyklęknie. Jego twarz jest spokojna, nie znajdujemy na niej nawet zaskoczenia. To znaczy, że cały czas wierzył w zmartwychwstanie Jezusa. Z jego zachowaniem skrajnie kontrastuje postawa ucznia namalowanego z lewej strony. Artysta chce skupić naszą uwagę właśnie na nim. Pewnie dlatego „upodobnił” go do Judasza, choć jest to zabieg bardzo krzywdzący dla tego ucznia, który przecież nie zdradził Chrystusa, a zgrzeszył jedynie słabością wiary. Oberżysta i jego młody pomocnik patrzą na tego ucznia, przyciągając nasz wzrok. Uczniowi z lewej wyraźnie zabrakło wiary. Toczy ze sobą jakąś straszną walkę. Jej dobitnym symbolem są pies z kotem namalowane pod jego nogami. Jest na tym obrazie jeszcze jeden szczegół, na który warto zwrócić uwagę. Na ścianie nad głową pomocnika oberżysty znajduje się wizerunek czarnego, cesarskiego orła. To znak, że obraz był malowany na życzenie cesarza Karola V. Ostatecznie jednak trafił do kolekcji rodziny Maffei z Werony.
z chomika cz.jurek
- 73 KB
- 25 mar 14 12:17
To efektowne malowidło znajdowało się kiedyś w paryskiej Sainte-Chapelle, królewskiej kaplicy, w której francuscy monarchowie przechowywali najcenniejsze relikwie. Dzieło Leonarda Limosin było królewskim hołdem złożonym Zmartwychwstałemu. W centralnym, owalnym medalionie widzimy wstającego z grobu Jezusa. Po obu stronach medalionu aniołowie dzierżą atrybuty Męki Pańskiej: krzyż, cierniową koronę, drabinę i włócznię. U góry w okrągłych medalionach artysta przedstawił rozmowę zmartwychwstałego Pana ze św. Marią Magdaleną (z lewej) oraz modlitwę Jezusa w Ogrodzie Oliwnym tuż przed pojmaniem (z prawej). W tak samo usytuowanych dolnych medalionach znajduje się ówczesny król Francji, Henryk II z dynastii Walezjuszy, oraz jego małżonka Katarzyna Medycejska. Modlą się, klęcząc z pokornie złożonymi rękami, ale analizując bliżej dzieło, zaczynamy mieć wątpliwości, czy ilustruje ono królewską pokorę, czy raczej… pychę. Pomiędzy medalionami z królewskimi osobami umieszczono napis Donec totum impleat orbem (Półksiężyc wypełni cały świat). Nie jest to pobożna sentencja, tylko rycerska dewiza Henryka II, w którego herbie znajdował się właśnie półksiężyc. W narożnikach malowidła umieszczono na przemian herbowe półksiężyce oraz pierwszą literę królewskiego imienia. A w małym plafonie u góry, pomiędzy biblijnymi scenami, znalazły się trzy złote lilie na niebieskim tle, które od 1376 roku były symbolem królów Francji. Królewski hołd składany Jezusowi stał się więc jednocześnie hołdem, jaki monarcha składał... samemu sobie, bo przecież to właśnie on był fundatorem dzieła. Malowidło zostało usunięte z Sainte-Chapelle w czasie Rewolucji Francuskiej.
z chomika cz.jurek
- 24 KB
- 25 mar 14 12:17
Co musiał czuć Jezus, wiedząc, że zdradza Go jeden z dwunastu najlepszych uczniów? Co musiał czuć Judasz, którego potem tak nękały wyrzuty sumienia, że popełnił samobójstwo? Takie pytania zadał sobie Caravaggio, gdy malował swój obraz. Trzy głowy widoczne tuż obok siebie z lewej strony – kolejno: św. Jana, Jezusa i Judasza – pokazują całe bogactwo emocji towarzyszących tej scenie. Judasz jest zdeterminowany, ogarnięty jakimś szaleństwem. Wpatruje się w Jezusa, zbliżając usta do Jego policzka. Marszczy nerwowo czoło. Lewą rękę, która wydaje się za krótka, kurczowo wczepia w ramię Zbawiciela. Chrystus poddaje się z rezygnacji cierpieniem. Wydaje się jednak, że walka, jaką toczył przed chwilą ze swoją ludzką słabością podczas samotnej modlitwy w ogrodzie Getsemani, nie jest jeszcze zakończona. Co zwycięży w Jego postawie wobec Judasza? Ludzki odruch odrzucenia? Jezus odsuwa się mimowolnie, przechylając ciało w drugą stronę. Nie chce patrzeć na twarz zdrajcy, spuszcza wzrok. A jednak Jego ręce nie odsuwają tego, który Go wydał. Są złożone jak do modlitwy. O co modli się Jezus? Może o siłę duchową, która pozwoli Mu wybaczyć zdrajcy? Święty Jan ucieka przerażony. Na jego twarzy maluje się rozpacz. Patrzy w górę, tak jakby oczami wyobraźni zobaczył już mękę Jezusa na krzyżu. To przecież właśnie on spośród apostołów będzie najbliżej Pana w chwili Jego śmierci. Z prawej strony tłoczą się żołnierze w połyskujących zbrojach i hełmach. Jako pierwszy z prawej stoi człowiek trzymający latarnię. Patrzy z uwagą, jakby chciał jak najdokładniej zapisać w pamięci to, co widzi. Tym człowiekiem jest... sam Caravaggio. Artysta namalował swój autoportret, jakby chciał zasugerować, że oczami wyobraźni uchwycił wszystko dokładnie tak, jak wyglądało.
z chomika cz.jurek
- 61 KB
- 25 mar 14 12:17
W ewangelicznej opowieści o wskrzeszeniu Łazarza znajdujemy nadzieję dla nas wszystkich. Los Łazarza jest zapowiedzią zmartwychwstania do życia wiecznego. Pewnie dlatego na obrazie Matejki podnoszący rękę Jezus wydaje się zwracać bezpośrednio do nas. Jak czytamy w Ewangelii według św. Jana, świadkowie cudu nie widzieli samej chwili wskrzeszenia. Siostry zmarłego, Maria i Marta, oraz inne osoby stały wraz z Jezusem na zewnątrz grobowca. Przywołany przez Zbawiciela Łazarz, po chwili, już żywy, pojawił się w wejściu. Matejko przedstawił tę scenę w sposób o wiele bardziej dramatyczny. Jezus stoi nad leżącym na marach Łazarzem. Za ułamek sekundy dokona się cud. Namalowanie obrazu poprzedziły dramatyczne wydarzenia w życiu rodziny Matejków. 13 kwietnia 1866 roku, w ich mieszkaniu przy ul. Krupniczej w Krakowie, zmarł ksiądz Stanisław Giebułtowski, brat żony artysty Teodory. Zapewne śmierć szwagra była bezpośrednim impulsem do namalowania obrazu, który powstał w następnym roku. Łazarzowi Matejko nadał rysy twarzy ks. Giebułtowskiego. A u dołu płótna zamieścił napis: „Pamięci ukochanego Brata i Przyjaciela Księdza Stanisława Giebułtowskiego zmarłego w d. 13 kwietnia r.p. 1866 J.M. 1867”. Ważną postacią w kompozycji dzieła jest Maria, siostra Łazarza. Na obrazie klęczy na pierwszym planie, trzymając Jezusa za rękę. Patrzy na martwego jeszcze brata, ale w jej oczach wyraźnie nadzieja przeważa już nad rozpaczą. Ona pierwsza uwierzyła, że to, co wszystkim wydawało się niemożliwe, za chwilę stanie się faktem. Jest więc pierwszym świadkiem mającego nastąpić cudu. Maria na obrazie jest bardzo podobna do siostry Jana Matejki, Marii Walerii Golichowskiej.
z chomika cz.jurek
- 24 KB
- 25 mar 14 12:17
Chrystus przepowiedział to Piotrowi. „Zaprawdę, powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz” – czytamy w Ewangelii według św. Mateusza (26,34). Jesteśmy na dziedzińcu pałacu arcykapłana. Piotr stoi trzeci od prawej. Swe oskarżycielskie spojrzenia kierują w jego stronę kobieta i mężczyzna. Artysta oparł się na Ewangelii według św. Jana, która podaje, że pierwszą osobą, która zaczęła podejrzewać Piotra o powiązania z Jezusem, była odźwierna, wpuszczająca apostoła na dziedziniec. „A służąca odźwierna rzekła do Piotra: »Czy może i ty jesteś jednym spośród uczniów tego człowieka?« On odpowiedział: »Nie jestem«” (J 18,17). Kobieta, którą widzimy na obrazie, ma przypiętą do spódnicy sakiewkę na klucze. Bardzo uważnie przygląda się też Piotrowi mężczyzna w czapce. O nim również pisze św. Jan: „Jeden ze sług arcykapłana (…) rzekł: »Czyż nie ciebie widziałem razem z Nim w ogrodzie?«. Piotr znowu zaprzeczył i natychmiast kogut zapiał” (J 18,26–27). Natarczywość obojga sprawia, że osaczony apostoł przechyla się, pragnąc jak najbardziej oddalić się od intruzów. Zaniepokojony spogląda z ukosa w ich kierunku. Pozostałe osoby zupełnie nie interesują się tą sytuacją. To pięciu żołnierzy, z których jeden śpi, a pozostali grają w kości. Pismo Święte nie wspomina o grze przed pałacem. Często natomiast w scenach ukrzyżowania Jezusa rzucanie przez żołnierzy losów o Jego szaty było pokazywane jako rzucanie kości. Pozornie rodzajowa scena zabawy staje się w ten sposób zapowiedzią męki Chrystusa. Jeśli przyjrzymy się bliżej, zauważymy, że stół, na którym odbywa się gra, to... sarkofag. A śpiący na pierwszym planie żołnierz byłby w takim razie jednym ze strażników, którzy mieli pilnować grobu Jezusa, ale zmorzył ich sen.
z chomika cz.jurek
- 38 KB
- 25 mar 14 12:17
Chaos – to pierwsza myśl, która nasuwa się, gdy spoglądamy na ten obraz. A gdzie jest Chrystus? – pytamy sami siebie, zdumieni, że mamy problem, by Go odnaleźć na obrazie pod tytułem „Droga na Kalwarię”. A jednak gdy przyjrzymy się bliżej, znajdziemy Jezusa w samym środku kompozycji, zrozumiemy też sens tego pozornego chaosu… Najpierw, na pierwszym planie z prawej strony, dostrzeżemy znajome osoby – zrozpaczoną Maryję pocieszaną przez św. Jana i modlące się obok dwie Marie, towarzyszące Matce Bożej w najtrudniejszych dla Niej chwilach. Głowa Maryi jest przechylona w ten sposób, że na przedłużeniu linii Jej ciała odnajdujemy Jezusa, który właśnie upadł pod ciężarem krzyża. Jezus znajduje się na dalekim planie, ale w centralnym punkcie kompozycji. Cały obraz jest złożony z wielu małych scenek ilustrujących rozmaite ludzkie nieszczęścia, mniejsze i większe. Podróżny napadnięty przez bandytów, matka przeżywająca śmierć dziecka, porzucona kobieta, ktoś inny obmówiony przez sąsiadów, skazani, chorzy, wyśmiani… A między nimi inni, którzy biorą udział w tym wspólnym marszu na Golgotę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Wzgórze Golgoty widzimy daleko, w prawym górnym rogu obrazu. Chrystus niosący krzyż nie znajduje się w centrum zainteresowania uczestników procesji. Poruszają się oni chaotycznie, każdy zgodnie ze swoją drogą życiową. To wielka alegoria ludzkiego losu. Droga życiowa każdego z nas zakończy się przecież tak samo, choć prowadzi różnymi ścieżkami. Nikt z nas nie uniknie też na tej swojej drodze bólu i nieszczęść.
z chomika cz.jurek
- 102 KB
- 25 mar 14 12:17
Jesteśmy świadkami sceny Zwiastowania. Słowom archanioła Gabriela skierowanym do Najświętszej Maryi Panny towarzyszą promienie płynące z nieba, przekazywane przez Ducha Świętego, wyobrażonego pod postacią białego gołębia. Obraz zawiera wiele symboli, które w XV wieku rozumieli tylko intelektualiści. Sens dzieła musiał być jednak zrozumiały także przez najmniej wykształconych odbiorców. Dlatego Jan van Eyck postąpił jak autorzy współczesnych komiksów. Obok ust archanioła i Maryi umieścił napisy z wypowiadanymi przez nich słowami. Przy Gabrielu czytamy: AVE GRA. PLENA. To skrót słów: Ave Maria, gratia plena (Zdrowaś Maryjo, łaski pełna). Maryja, zaskoczona podczas lektury Pisma Świętego, odpowiada: ECCE ANCILLA DOMINI (Oto ja służebnica Pańska), wyrażając wolę podporządkowania się decyzji Boga. Archanioł palcem prawej ręki wskazuje w górę, podkreślając, że jest Bożym posłańcem. Przed Matką Bożą artysta umieścił bukiet białych lilii, oznaczających Jej czystość. Bardziej wyszukanych symboli należy szukać w architekturze kościoła, w którym odbywa się Zwiastowanie. Artysta nadał budowli cechy zarówno stylu romańskiego, symbolizującego tu Stary Testament, jak i gotyckiego – oznaczającego Nowy Testament. Chciał bowiem podkreślić, że Zwiastowanie łączy obie części Biblii. W tle u góry znajduje się witraż z postacią Boga Ojca, a obok niego – dość słabo widoczne na reprodukcji – malowidło ścienne, przedstawiające Mojżesza odbierającego tablice z Dekalogiem. To nawiązanie do postaci Chrystusa – nowego Prawodawcy, którego przyjście na świat właśnie zostało zapowiedziane. Taką rolę pełni też pusty taboret na pierwszym planie, symbolizujący pusty tron, który zostanie zajęty przez Jezusa. Na płytach podłogowych widzimy sceny ze Starego Testamentu. Na pierwszym planie triumf Dawida nad Goliatem, a powyżej zburzenie przez Samsona świątyni Filistynów.
z chomika cz.jurek
- 25 KB
- 25 mar 14 12:17
Diabeł przebrany za franciszkanina – to szokujący obraz! Dlaczego Juan de Flandes zdecydował się tak namalować szatana w scenie kuszenia Jezusa? Szatan przedstawił Chrystusowi trzy pokusy. Jedną z nich widzimy na pierwszym planie. Diabeł trzyma w ręce kamień, namawiając wyczerpanego postem Zbawiciela, by zamienił go w chleb. Próbuje Go więc przekonać, by użył swej mocy dla własnych korzyści materialnych. Drugie i trzecie kuszenie artysta przedstawił w tle. Z lewej strony obrazu szatan ze szczytu wysokiej góry pokazuje Jezusowi „wszystkie królestwa świata”, nad którymi władzę gotów mu przekazać w zamian za pokłon. To pokusa chęci zdobycia władzy za każdą cenę i wykorzystania jej niezgodnie z Bożym zamysłem. Z prawej strony widzimy Jezusa i diabła stojących na wieży świątyni jerozolimskiej. Zły duch namawia Zbawiciela, by skoczył z wieży i pozwolił ocalić się przed upadkiem aniołom. Jezus miałby użyć swej mocy do zbędnego popisu, który dałby mu poklask tłumów, przysporzył popularności. Czemu artysta „przebrał” diabła za franciszkanina? Gdy czytamy opis kuszenia zawarty w Ewangeliach św. Mateusza i św. Łukasza, zastanawia fakt, że zły duch podbudowywał swe słowa cytatami z Pisma Świętego. W ten sam sposób odpowiadał mu Jezus, cytując za każdym razem Księgę Powtórzonego Prawa ze Starego Testamentu. Ta swoista dysputa teologiczna sprowokowała artystę do przedstawiania diabła w przebraniu zakonnika, który w ten sposób próbuje oszukać Zbawiciela. Juan de Flandes bardzo wyraźnie zaznaczył jednak demoniczne cechy złego ducha, żeby nie powstało wrażenie, że to zakonnik kusi Jezusa. Rogi na głowie i żabie nogi wystające spod habitu nie pozostawiają wątpliwości, że widzimy diabła.
z chomika cz.jurek
- 107 KB
- 25 mar 14 12:17
Kolorowy strój w kratkę, wysoka spiczasta czapka – to przebranie kogoś, kto właśnie szaleńczo bawił się na balu maskowym. A może to ubiór cyrkowego klauna? Teraz siedzi smutny, ze spuszczoną głową, na pryczy w więziennej celi. Ten obraz trudno zrozumieć, jeśli nie przeczytamy jego tytułu. Dopiero on sprawia, że intencje artysty stają się dla nas jasne. Ten smutny błazen to ty i ja, każdy człowiek, bez wyjątku. „Jest czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów” (Koh 3,4) – czytamy w starotestamentowej Księdze Koheleta. Całe nasze życie przypomina trochę ten moment roku liturgicznego, który oznacza koniec karnawału i początek Wielkiego Postu. Zderzenie radości i smutku, przyjemności i cierpienia, beztroski i zadumy jest przecież obecne w każdej ludzkiej egzystencji. Środa Popielcowa to dzień, w którym – po karnawałowej beztrosce i szaleństwach – przychodzi czas na refleksję i zastanowienie. Często myślimy wówczas o śmierci. „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” – taka myśl zdaje się też nawiedzać ubranego w błazeński strój człowieka, zamkniętego w celi z zakratowanym oknem. Ta cela to oczywiście symbol „więzienia ludzkiej egzystencji”, które ogranicza każdego z nas, z którego nie ma ucieczki. Nastrój obrazu jest melancholijny, mimo wszystko jednak jest coś, co sprawia, że smutek nie dominuje całkowicie. Nadzieję daje mocne światło, które oblewa zasmuconego człowieka. Wiemy, że po zakończeniu Wielkiego Postu odkryjemy po raz kolejny wielką prawdę o zmartwychwstaniu. Nie tylko o zmartwychwstaniu Chrystusa dwa tysiące lat temu, ale także o zmartwychwstaniu każdego z nas. Ta prawda sprawia, że nadzieja wlewa się w serce człowieka.
z chomika cz.jurek
- 42 KB
- 25 mar 14 12:17
Ostre światło pada na twarz młodzieńca, który zasnął oparty o kamień. Ludzie z jego otoczenia wydają się bardzo zaniepokojeni. Czy przypadkiem nie zasłabł? Jego zdrowie jest przecież tak wątłe… Gdyby nie tytuł obrazu, mielibyśmy poważne trudności z rozpoznaniem śpiącego młodzieńca. Królewicz Kazimierz Jagiellończyk był kiedyś bardzo czczony jako patron Rzeczypospolitej Obojga Narodów, dziś jednak nieco o nim zapomniano. Scena, którą widzimy, jest ilustracją opowieści z popularnych żywotów świętych. Kazimierz często sam w nocy szedł pod drzwi kościoła, bo nie mógł się doczekać ich otwarcia. Zdarzało się, że dworzanie znajdowali go śpiącego przed wejściem. Wyczółkowski umieścił tę scenę przed katedrą wileńską, w której święty wielokrotnie się modlił, a w 1484 r. został pochowany. W tej samej katedrze w 1604 r. odbyły się jego uroczystości kanonizacyjne. Królewicz Kazimierz był drugim z sześciu synów króla Kazimierza Jagiellończyka. Żył tylko 26 lat, zmarł na gruźlicę. Już za życia wiele mówiło się o jego pobożności i ascetycznych praktykach. Gdy przed kanonizacją ekshumowano jego ciało, znaleziono koło głowy pergamin z wypisanym jego ulubionym hymnem ku czci Najświętszej Maryi Panny: „Dnia każdego sław Maryję”. Jedna z otaczających królewicza postaci nie jest anonimowa. Z prawej strony klęczy Jan Długosz, twórca sławnej kroniki Królestwa Polskiego. Był on wychowawcą synów Kazimierza Jagiellończyka. O swoim kanonizowanym później wychowanku napisał kiedyś: „był młodzieńcem szlachetnym, rzadkich zdolności i godnego pamięci rozumu”. „Królewicz Kazimierz i Długosz” był pierwszym obrazem Leona Wyczółkowskiego wystawianym w warszawskiej Zachęcie.
z chomika cz.jurek
- 24 KB
- 25 mar 14 12:17
Cima da Conegliano namalował w swoim życiu wiele obrazów utrzymanych w popularnej w XVI w. konwencji sacra conversazione (święta rozmowa). Przedstawiały one kilkoro stojących obok siebie świętych. Ta „święta rozmowa” jest jednak szczególna, pokazuje bowiem znacznie więcej. Budowla, której wnętrze widzimy, to Kościół Chrystusowy. A trzej święci są prawdziwymi filarami tej budowli. Najważniejszy z nich, św. Piotr, został przedstawiony w środku, na papieskim tronie, w liturgicznych szatach. Prawą ręką błogosławi, a lewą trzyma laskę zwieńczoną krzyżem. To znak, że św. Piotr został ustanowiony namiestnikiem Chrystusa na ziemi i tę rolę pełni każdy kolejny następca Piotra, czyli papież. Krzyż przypomina oczywiście o zbawczej śmierci Jezusa. Z niewielkim krzyżem został także przedstawiony stojący z lewej strony św. Jan Chrzciciel. Ten najważniejszy z proroków zapowiadających nadejście Mesjasza przypomina o łączności Starego i Nowego Testamentu. Na taśmie, tzw. filakteriach zwisających przy krzyżyku, możemy odczytać słowa Ego vox clamantis (Jam głos wołającego). To cytat z Ewangelii św. Jana. Gdy kapłani zapytali go, kim jest, Jan Chrzciciel odparł: „Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską” (J 1,23), nawiązując do proroctwa Izajasza. Z prawej strony widzimy natomiast św. Pawła. Tak jak św. Jan Chrzciciel przypomina o tradycjach judaistycznych, tak św. Paweł oznacza otwarcie się Kościoła w kierunku ludów pogańskich. Jego działalność apostolska była fundamentalna dla przekształcenia się Kościoła w strukturę ogólnoświatową, uniwersalną. W lewej ręce trzyma księgę, która przypomina, że myśl tego świętego była bardzo ważna dla Kościoła. Prawą opiera na mieczu, symbolu swego męczeństwa.
z chomika cz.jurek
- 20 KB
- 25 mar 14 12:17
Święty Walenty polewa wodą głowę klęczącej kobiety. W tej samej chwili nad nimi rozbłyska jasne światło. Dziwne miejsce jak na chrzest! Na ulicy, w tłumie ludzi... Wszystko staje się zrozumiałe dopiero wtedy, gdy zapoznamy się z żywotami głównych bohaterów obrazu. Oboje żyli w III wieku i zostali wyniesieni na ołtarze jako męczennicy, ofiary prześladowań chrześcijan w starożytnym Rzymie. Kobieta, którą chrzci św. Walenty, to Lucylla. Urodziła się niewidoma, lecz odzyskała wzrok w chwili przyjmowania chrztu. Tradycja Kościoła nie łączy tego wydarzenia z osobą Walentego. Żył on jednak w tym samym czasie, a legendarne przekazy o nim informują, że kiedyś przywrócił wzrok niewidomej. Jacopo Bassano połączył więc te dwie tradycje. Ludzie widniejący na obrazie to nie przypadkowi przechodnie. To niewidomi. W tle widzimy żebraczkę proszącą o jałmużnę w drzwiach pałacu. Lucylla i kilka innych osób zarabia na życie, sprzedając różne przedmioty. Niewidomym towarzyszą pomagający im chłopcy. Lucylla jeszcze przed chwilą wyszywała, siedząc na krześle z lewej strony. Nadejście Walentego sprawiło, że porzuciła wszystko, by natychmiast przyjąć chrzest. O tym, że jesteśmy świadkami cudu, informuje nas nadnaturalne światło rozbłyskające za postaciami dwóch aniołków. Jasne promienie zdają się dosięgać Lucylli, której imię pochodzi od słowa luce (światło). Aniołki trzymają także dużą gałązkę palmy, stanowiącą tradycyjny symbol męczeństwa. To zapowiedź losu obojga bohaterów obrazu. Lucylla padła ofiarą prześladowań w 257 roku, a Walenty w 269. Artysta podpisał się na obrazie. Na pierwszym schodku możemy odczytać słowa Jac. Da Ponte Bassanensis (Jacopo da Ponte z Bassano).
z chomika cz.jurek
- 17 KB
- 25 mar 14 12:17
Ludzka pycha sięgnęła chmur. Najwyższa kondygnacja gigantycznej wieży przebija się przez obłoki. Kara Boża jest już jednak blisko. Imponująca budowla wygląda przecież jak ruina, z której sypią się kamienie. W dodatku przechyla się niebezpiecznie w lewą stronę. Pracujący przy niej jak mrówki w mrowisku ludzie nie zdają sobie sprawy z zagrożenia. Inspiracją dla artysty była oczywiście historia budowy wieży Babel, zamieszczona w Księdze Rodzaju. Rozgniewany zuchwałością budowniczych Bóg sprawił, że zaczęli mówić różnymi językami i nie mogąc się porozumieć, musieli przerwać budowę. Breughel pokazał jednak klęskę budowniczych w inny sposób. Wieża imponuje rozmiarami, gdy porównamy ją z namalowanym z lewej strony miastem, ale widać, że jej fundamenty nie są solidne. Budowla kojarzyć się może nawet z ogromnym zamkiem z piasku. Detale architektoniczne artysta zaobserwował podczas swojej podróży do Rzymu, gdzie podziwiał m.in. ruiny słynnego Koloseum. Pychę budowniczych Breughel ukazał w scenie na pierwszym planie, z lewej strony na dole. Inicjator budowy, król Nimrod, przybywa ze swoją świtą nadzorować kamieniarzy. Ludzie przerywają pracę i padają przed monarchą na kolana, jak przed Bogiem. Ten hołd wygląda jeszcze bardziej żałośnie niż konstrukcja wieży. W okresie renesansu, gdy Breughel malował swój obraz, historia wieży Babel nabrała nowych treści. Prąd umysłowy zwany humanizmem podkreślał możliwości i potęgę człowieka, był wyrazem dumy z rozwoju nauki, techniki, wspaniałych osiągnięć sztuki. Porzucano średniowieczne myślenie o znikomości ludzkiej egzystencji. Już wówczas przestrzegano jednak, by w tym zachłyśnięciu się ludzkimi możliwościami nie stawiać człowieka w miejscu, które należy się Bogu. Taką wymowę ma właśnie obraz Breughela. W dzisiejszych czasach wydaje się jeszcze bardziej aktualny.
z chomika cz.jurek
- 23 KB
- 25 mar 14 12:17
Jesteśmy świadkami krwawej, przerażającej sceny. Święta Agata, którą widzimy na pierwszym planie, to jedna z wielu męczennic, ofiar prześladowań chrześcijan w Cesarstwie Rzymskim w III wieku. Jej los był jednak szczególnie ciężki, bo egzekucję poprzedzono wyrafinowanymi torturami. W roku 249 cesarz Decjusz wydał edykt, nakazujący wszystkim obywatelom imperium złożenie ofiar pogańskim bogom. Odmawiających udziału w tych obrządkach chrześcijan skazywano na śmierć. Taki też wyrok wydano na Agatę, pochodzącą z Katanii, piękną córkę zamożnego Rzymianina. Agata kilka lat wcześniej naraziła się namiestnikowi Sycylii, Kwincjanowi, odrzucając jego zaloty. Przyjmując chrześcijaństwo, postanowiła bowiem żyć w czystości. Namiestnik zemścił się okrutnie. Przed spaleniem Agaty na stosie nakazał odciąć jej piersi. Giovanni Battista Tiepolo namalował chwilę po tej wstrząsającej torturze. Obraz powstał dla kościoła św. Agaty we włoskiej miejscowości Lendinara. Ołtarz, w którym został umieszczony, był zwieńczony u góry wizerunkiem Najświętszego Serca Jezusa otoczonego koroną cierniową. Wzrok świętej zwrócony jest właśnie ku górze, w kierunku Serca. Święta ofiarowuje swoje męczeństwo Jezusowi, co pokazują dobitnie dwie osoby namalowane tuż za nią. To anioły. Artysta nie chciał zakłócać brutalnego realizmu sceny umieszczaniem w centrum skrzydlatych aniołów, dlatego przedstawił je pod ludzkimi postaciami. Dzięki temu mogą uchodzić za służących bądź przyjaciół męczennicy. Młoda kobieta podtrzymuje świętą, zakrywając jednocześnie jej ranę. Wyraża ona ból Boga spowodowany cierpieniem Agaty. Młody mężczyzna z kolei trzyma tacę z odciętymi piersiami świętej. To znak przyjęcia tej strasznej ofiary.
z chomika cz.jurek
- 17 KB
- 25 mar 14 12:17
To bardzo dziwny obraz. Jesteśmy przecież przyzwyczajeni do zupełnie innych przedstawień nawrócenia św. Pawła. Wiadomo z Dziejów Apostolskich, że kiedy Paweł – jeszcze jako Szaweł z Tarsu – prześladował chrześcijan, w drodze do Damaszku „olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” (Dz 9,1-6). Zwykle artyści w centrum kompozycji umieszczają spadającego z konia przyszłego apostoła. Tymczasem w obraz Brueghela trzeba się długo wpatrywać, żeby w ogóle dostrzec Szawła. Na dalekim planie, na prawo od umieszczonego w środku kompozycji drzewa, majaczy niewyraźny kształt ubranego w szaroniebieski strój człowieka, który przed chwilą spadł z konia. Obrazu nie da się zrozumieć bez wiedzy o tym, co w chwili jego malowania działo się w Europie. W Niderlandach (obecne Belgia, Holandia i Luksemburg), które wówczas znajdowały się pod władzą Hiszpanii, wybuchło powstanie. Jedną z jego głównych przyczyn było przejście do obozu reformacji dużej części społeczeństwa północnej części Niderlandów. Chcieli oni oderwać się od katolickiej Hiszpanii. Król Filip II postanowił zbrojnie poskromić protestanckich buntowników i w 1567 roku wysłał do Niderlandów silną armię, na czele której stał sławny wódz Fernando Álvarez de Toledo y Pimentel, książę Alba. Breughel malował swój obraz właśnie wtedy, gdy armia hiszpańska jechała do Niderlandów. Dlatego głównym bohaterem dzieła Breughela nie jest św. Paweł, ale książę Alba. Widzimy go w grupce jeźdźców na pierwszym planie. Siedzi na białym koniu, jest ubrany na czarno (Holendrzy nazywali Albę Czarnym Księciem). Nie widzimy jego twarzy. Malarz ma nadzieję, że pod wpływem refleksji o nawróceniu św. Pawła Alba nie będzie gnębił protestantów.
z chomika cz.jurek
- 23 KB
- 25 mar 14 12:17
W samym środku obrazu widzimy diabła, który wyciąga swe groźne pazury w stronę św. Antoniego Opata. Wydawałoby się, że nic nie może już uratować bezbronnego świętego. Demon jednak – zamiast straszyć – sam jest przerażony. Twarz wykrzywioną grymasem paniki skierował w stronę nieba, skąd na ratunek Anto-niemu nadciąga Chrystus. Bohaterem dzieła jest św. Antoni Opat (ok. 251–356), uważany za pierwszego w historii chrześcijańskiego pustelnika. Według tradycji, kuszony ustawicznie przez szatana, doznawał umacniających go wizji nadprzyrodzonych. Taką właśnie scenę namalował Annibale Carracci. Święty leży otoczony przez dzikie bestie, które są bardzo blisko. Kłębią się z lewej strony obrazu, podczas gdy z prawej atakuje sam szatan oraz towarzyszący mu diabelski lew z rogami. Mimo to pustelnik jest spokojny. Składa ręce do modlitwy i patrzy w niebo, skąd nadchodzi niezawodny ratunek – Jezus niesiony na chmurze przez anioły. Służące szatanowi demony też dostrzegły już swego wroga i w panice próbują schronić się za skałą. Tylko ryczący u stóp Antoniego lew jeszcze nie zorientował się, co się dzieje. Artysta w dyskretny sposób podpowiada nam, gdzie szukać ratunku przed atakami zła. Na pierwszym planie, tuż obok pustelnika, leży otwarta księga Pisma Świętego. Antoni, który żył w zgodzie z nakazami Biblii i często ją czytał, może czuć się bezpieczny. Tam, w słowie Bożym, znajduje umocnienie, które w języku obrazów przekłada się na opiekuńczą obecność Zbawiciela. To nie przypadek, że jasne karty Pisma Święte-go są najjaśniejszym punktem całego dzieła. To duchowe światło dające ludziom oparcie i ratunek.
z chomika cz.jurek
- 18 KB
- 25 mar 14 12:17
Ten obraz jest jak rodzinny portret. Nie tylko dlatego, że wbrew tradycji przedstawiania licznych orszaków Mędrców ze Wschodu, Velázquez ograniczył się do namalowania zaledwie jednego towarzyszącego im pazia. Ważniejszy jest nastrój tej sceny, pełen rodzinnego ciepła. Artysta ułatwił sobie zadanie... portretując własną rodzinę. Jako Matkę Bożą namalował swoją żonę Juanę Pacheco. Do postaci Dzieciątka pozowała mała córeczka artysty – Francisca. Klęczący na pierwszym planie król Kacper ma twarz samego Velázqueza. Za jego plecami widzimy – jako króla Melchiora z siwą brodą – Francisco Pacheco, teścia, a zarazem właściciela warsztatu malarskiego, w którym terminował 20-letni podówczas Diego Velázquez. Królowie trzymają w rękach srebrne naczynia z darami: mirrą, kadzidłem i złotem. Jezus otrzymał mirrę jako człowiek, kadzidło jako Bóg i złoto jako król. Mirra to gorzka, pachnąca żywica, używana w starożytności jako balsam, którym namaszczano ciała zmarłych. Dodawana do wina wzmacniała je, działając jak narkotyk. Taki napój podawano skazańcom przed egzekucją. Dlatego mirra to zapowiedź męki Pana i Jego pogrzebu. Złoto z kolei, jako dar najgodniejszy, królewski, oznaczało godność Jezusa jako króla. Wreszcie kadzidło, używane w świątyniach podczas składania ofiar Bogu, było symbolem modlitwy. Dlatego kadzidło oznaczało, że Jezus jest Bogiem. W prawym dolnym rogu obrazu Velázquez umieścił cierniowy krzak jako zapowiedź męki Jezusa. Wybrał ten symbol nieprzypadkowo. Obraz był przeznaczony dla jezuickiego kolegium San Luis w Sewilli. Patron kolegium – San Luis, czyli żyjący w XIII w. król Francji Ludwik IX Święty, zasłynął m.in. tym, że w 1238 roku kupił od cesarza Bizancjum cenną relikwię – koronę cierniową, uważaną za tę, którą żołdacy nałożyli Jezusowi.
z chomika cz.jurek
-

0 -

51 -

0 -

0
51 plików
2,5 MB
Chomikowe rozmowy
Zaprzyjaźnione i polecane chomiki (20)













Pokaż wszystkie
Pokaż ostatnie
























