zapomniałem
Nie masz jeszcze własnego chomika? Załóż konto

Pierwszy.pdf

Suhak / Twilight FF / Pierwszy.pdf
Download: Pierwszy.pdf

48 KB

0,0 / 5  (0 głosów)
Pani Swan mało nie popłakała się ze wzruszenia i ulgi, gdy ujrzała ukochanego malucha w ogrodzie z łopatką, grabkami i torebką nasion róży w ręku. Co prawda za nic nie mogła wyciągnąć z niego, co go tknęło, by wziąć się za ogrodnictwo, ale nie dbała o to.

/Tekst pojedynkowy. Przeciwniczka: Dilena.

Komentarze:

Nie ma jeszcze żadnego komentarza. Dodaj go jako pierwszy!

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować

Zapraszma do czytania moich FF.
UWAGA! SUROWO ZABRANIA SIĘ POWIELANIA, KOPIOWANIA MOICH TEKSTÓW, USUWANIA PODPISÓW, ZMIENIANIA ZAWARTOŚCI, ITP.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kubek gorącej czekolady - smutna, krótka historia o Edwardzie, który z niewyjaśnionych powodów zostaje na świecie sam. W końcu poznaje tajemniczą istotkę, która dodaje jego życiu kolorów - ale za każdym razem znika bez śladu...

(10 rozdziałów, zakończony, dostępny w .pdf)


~Online - dosyć specyficzna wersja Zmierzchu, pełna trochę absurdalnego humoru i odrobiny groteski - Twilight, czatując.

(1 część, niezakończony, dostępny w .pdf)


Roberta z Szamponami Problemy Nieosobiste - pełna absurdu i specyficznego humoru historia dzielnego Roberta Pattinsona walczącego ze zgrają niebezpiecznych szamponów próbujących umyć mu włosy.

(10 rozdziałów, zakończony, dostępny w .pdf)


Słodko-gorzka symfonia - dosyć długa i zapowiadająca się na jeszcze dłuższą historia młodego poety, Edwarda Cullena, który z sobie tylko znanych powodów morduje słynnego mecenasa sztuki, Michaela Newtona. Jego sprawie przygląda się Angela Weber, policyjna psycholog, która za wszelką cenę chce poznać motyw morderstwa.

(11 rozdziałów, niezakończony, dostępny w .pdf
Inne pliki do pobrania z tego chomika
Bonusik dla wszystkich, którzy chcieliby się dowiedzieć czegoś więcej o szamponie Roberta... :)
Moim życiem rządziła rutyna. Chciałbym napisać, że „dzień zaczynałem...”, tak jak napisałby normalny człowiek. Ale ja nie zaczynałem dnia. Mój dzień się nie zaczynał, bo się nie kończył. Mój dzień trwał zawsze. Teraz. Zaraz. Za godzinę. W nocy, w dzień. Tak więc - dnia mojego nie zaczynałem, ale mogę opowiedzieć, co robiłem o świcie. Codziennie rano otwierałem okno mojego malutkiego domku na wzgórzu. Patrzyłem przez nie. Bardzo długo. Bo wciąż miałem nadzieję... Następnie czytałem. A potem zmierzchało, więc siadałem do pianina. I grałem. Wiecznie tę samą melodię. Wiecznie to samo życie. Wiecznie taki sam dzień. Taki los. A potem pojawiła się Ona.
Robert Pattinson snuł się po ulicach Londynu. Był sam. Nikt go nie śledził. To było pewne. Przeczesał włosy palcami. Tak, nic się nie zmieniło. Nie goniły go żadne szampony. Jego ręka powędrowała pod pazuchę, gdzie miał broń. Był gotowy na każdą sytuację. - Nie ma ich tu - wyszeptał sam do siebie. Przyspieszył kroku. Przechodził już tak blisko głównej ulicy... Usłyszał to. Usłyszał dźwięk chlupoczących szamponów. Robert panicznie boi się szamponów. Żyje z dnia na dzień, codziennie modląc się, aby te potwory nie napadły go i nie zmusiły do mycia... A potem w jego życiu pojawia się tajemnicza agentka o imieniu Muriel.
- Kto tam? - usłyszał głos. Uśmiechnął się pod nosem, bo oto w jego kierunku szedł ten blond skurwiel. - Co ty tu... Ale nowoprzybyły gość nie czekał na cokolwiek lub kogokolwiek. Wyjął z kieszeni rękę zaciśniętą na czarnym pistolecie i pociągnął za spust. Huk. Krzyk. Śmiech. Blondyn upadł na ziemię, rozbryzgując wokół siebie czerwoną substancję. Charczał coś, krztusząc się własną krwią i próbując coś powiedzieć. Złapał się za ranę w brzuchu, kaszląc i chrapliwie łapiąc powietrze. Druga kulka. Drugi strzał. Prosto w głowę. Facet przestał się wić i jego głowa opadła na zimną, zakrwawioną podłogę. Historia młodego poety, który niszczy sobie życie, popełniając morderstwo. Nikomu nie chce zdradzic motywu, jednak jego losem interesuje się policyjna psycholog, Angela Weber. Czy uda jej się wyciągnąć z niego prawdę?...
Nie umierał jak bohater. Nie był bohaterem. Sprowokował, przepełniony dumą i pychą, by dostać ostatnią nauczkę, której już nie wykorzysta w przyszłości. Przecenił swoje możliwości, by zapłacić za to najwyższą cenę. Nie zapanował nad emocjami, stwarzając w ten sposób okazję do zadania bólu, którego sam doświadczył. /Tekst pojedynkowy. Przeciwniczka: wela.
Pani Swan mało nie popłakała się ze wzruszenia i ulgi, gdy ujrzała ukochanego malucha w ogrodzie z łopatką, grabkami i torebką nasion róży w ręku. Co prawda za nic nie mogła wyciągnąć z niego, co go tknęło, by wziąć się za ogrodnictwo, ale nie dbała o to. /Tekst pojedynkowy. Przeciwniczka: Dilena.
Z dnia na dzień serce mojej duszy biło coraz wolniej, z każdym wschodem słońca traciłem zapał do starań posklejania naszego związku na nowo, każdy zachód słońca tylko przysparzał mi bólu i nasilała się myśl, że to po prostu koniec. /Tekst pojedynkowy. Przeciwniczka: Cornelie.
ROZDZIAŁY I-V – Tak, nie ma nic przyjemniejszego niż ranna nieznajoma pojawiająca się znikąd w twoim domu w sobotnie popołudnie, prawda? – zagadnęła cicho, wlepiając spojrzenie w swoje dłonie. Wzruszył ramionami. – Miewałem gorsze sobotnie popołudnia. – Uśmiechnął się szarmancko, siadając obok. Podniosła nieśmiało głowę. – Nic poważnego sobie nie zrobiłaś? Nie boli cię? – Nie, ale strachu się najadłam – wyznała, kręcąc głową. – Pierwszy raz w życiu naprawdę zamartwiłam się o swoje życie. – Ze Stevem i Jossym u boku takie historie to nic nadzwyczajnego – zaśmiał się. Uśmiechnęła się. Zapadła dosyć niezręczna cisza, przerywana jedynie stłumioną rozmową Elizabeth i Stephena. – Ojciec mnie zabije – westchnęła w końcu, oglądając nogę ze wszystkich stron. – Myślę, że przede wszystkim się zmartwi. – No właśnie – mruknęła. Zamilkła, po czym spojrzała na niego. – Wiesz, na co dzień nie jestem taką niezdarą, naprawdę. Dzisiaj to po prostu jakaś paskudna kumulacja nieprzyjemnych wydarzeń – zapewniła. – Na dodatek mam wrażenie, że to nie koniec.
ROZDZIAŁY I-X Przypomniała sobie o wiszącym nad synem widmie i żal ścisnął serce kobiety. Był zbyt dobry, zbyt niewinny, nieskalany, by mordować. Zbyt młody i piękny, by cierpieć. Zbyt ważny, by ginąć. Od początku wojny codziennie myślała o wyroku, jaki spadł na jej pierworodnego, i za każdym razem przerażenie zapierało Elizabeth dech w piersiach. Przygryzła wargę, pozwalając oczom błądzić po delikatnych, wciąż chłopięcych rysach, zmierzwionych włosach, silnych ramionach… – Mamo – wyrwał ją z zamyślenia zmartwiony szept Edwarda. Patrzył na rodzicielkę ze smutkiem, opuściwszy widelec. – Znowu niepotrzebnie się zamartwiasz. – Nie zamartwiam się – odparła, czując, jak załamuje się jej głos. Sięgnął ręką przez stół i jednym ruchem otarł matczyne policzki z łez. Nawet nie miała pojęcia o tym, że płakała.
więcej plików z tego folderu...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin