– Trzeba było im nie odpowiadać.
– I to by wystarczyło, tak?
– Tak.
Pokręciłam przecząco głową.
– Tu nie chodzi o Kat-Tun, Jun. Kłócimy się, czy to nie wydaje ci się dziwne?
– Dlaczego ma mi się wydawać dziwne? – Zapytał nic nie rozumiejąc. – Zawsze się kłócimy, doprowadzasz mnie czasami do złości swoim zachowaniem. Ty uwielbiasz mnie prowokować. Rozumie, że chciałaś zobaczyć się z Shunem-kun, wasza sprawa. Ale to z Kat-Tun było już lekką przesadą. Kręcimy się w tym samym biznesie, tu chodzi o prestiż zespołu.
– Przesadzasz – zauważyłam. – To nie żadne zawody, czy konkurencja, kto pierwszy jest na japońskiej top liście.
– Skończyliśmy rozmawiać – rzucił sucho i odszedł. Drzwi do domu trząsnęły, a ja wpatrywałam się w nie tępo. W czarne lakierowane drewno, za którymi zniknął.
Dalsza część mojego opowiadania „Codziennie rano”, zapraszam do folderu Opowiadania.
„Umieramy, więc. Słysząc ich głosy, umiera nasza rzeczywistość, pozwalamy, aby ten sztorm zabrał nas ze sobą. Zamykając oczy słyszę to samo co wy… głos grzmiących błyskawic, właśnie tu. Dla nas wszystkich. I gdy zejdę na ląd, wracając do codzienności, będę szła dalej ze słuchawkami na uszach, wsłuchana w ich głosy. A burza będzie trwała dalej w moim sercu. Sercu każdego fana. I będąc tu możemy dziś powiedzieć im tylko jedno… Gdziekolwiek teraz są - usłyszą. Gdziekolwiek jesteśmy my, jeśli spojrzymy w niebo i powiemy ciche dziękuje, w jakimkolwiek języku, może tej nocy rozpęta się dla nas Burza.”
To koniec mojego opowiadania Codziennie Rano, dla fanów Arashi. Zapraszam i mam nadziej, że wam się spodobało.
„Nasze wnuki zapytają nas pewnego dnia: Gdzie byliście podczas holokaustu zwierząt? Co uczyniliście przeciwko temu okrucieństwu? Nie będziemy mogli się usprawiedliwiać po raz drugi, że nic o tym nie wiedzieliśmy.”
– Helmut Kaplan