-

2120 -

3825 -

4177 -

165
10769 plików
1023,76 GB
Foldery
Ostatnio pobierane pliki
-
Cisza nocna powinna zostać zniesiona?
Do założenia tego wątku zainspirowała mnie sytuacja związana z lokalem... -
Stres, wróg czy przyjaciel?
Witam Przyznacie, że w dzisiejszym zabieganym świecie w... -
Jakie piersi
Jakie według was "piersi" (inaczej , biust, cycki, zderzaki :P pomarańczki,...
- sortuj według:
- 349,4 MB
- 12 sty 11 0:11
Film dokumentalny z cyklu Katastrofy górnicze. Siedmiu doświadczonych ratowników kopalni Niwka Modrzejów, wchodzi do nieczynnego od lat wyrobiska. Oficjalnie nikt nie zgłasza tej akcji. O północy rozgrywa się dramat, do dziś okryty tajemnicą.
- 350,0 MB
- 17 gru 10 11:11
Pokazuje dramat, jaki rozegrał się w 1969 roku w Kopalni Węgla Kamiennego „Gen. Zawadzki”. Ta katastrofa została uznana za jedną z największych w dziejach polskiego górnictwa.
Gromadząca się na powierzchni ziemi woda z mułem wdarła się do wnętrza kopalni i odcięła drogę wyjścia dla ponad osiemdziesięciu górników. W strefie bezpośredniego zagrożenia znalazło się także blisko sto innych osób. Rozpoczęła się dramatyczna walka o życie ludzi uwięzionych na głębokości kilkuset metrów. Nikt nie wiedział czy żyją i w jakim są stanie…
W czasie kiedy na powierzchni sztab specjalistów opracowywał plan działania dla ekipy ratowniczej, pod ziemią dochodziło do dantejskich scen. Przez cały czas górnicy tkwili zanurzeni po szyję w wodzie. Każda niedyspozycja czy zasłabnięcie groziło utopieniem. Akcja ratunkowa trwała ponad cztery doby i żyła nią cała Polska. Wszyscy mieli świadomość, że jeśli górnicy potopią się, będzie to największa katastrofa w historii polskiego górnictwa. W pierwszej kolejności odnaleziono dwóch zasypanych górników. W tym samym dniu poprzez rurociąg podsadzkowy na pochylni, nawiązano kontakt głosowy z główną grupą zasypanych. A kilka dni później ratownicy dotarli do miejsca, w którym zostali uwiezieni pozostali. Kolejno wyprowadzano ich na powierzchnię.
Chociaż sytuacja była bardzo groźna, w wyniku katastrofy nie udało się ocalić jednego górnika, na blisko dwustu bezpośrednio zagrożonych utratą życia…
Gromadząca się na powierzchni ziemi woda z mułem wdarła się do wnętrza kopalni i odcięła drogę wyjścia dla ponad osiemdziesięciu górników. W strefie bezpośredniego zagrożenia znalazło się także blisko sto innych osób. Rozpoczęła się dramatyczna walka o życie ludzi uwięzionych na głębokości kilkuset metrów. Nikt nie wiedział czy żyją i w jakim są stanie…
W czasie kiedy na powierzchni sztab specjalistów opracowywał plan działania dla ekipy ratowniczej, pod ziemią dochodziło do dantejskich scen. Przez cały czas górnicy tkwili zanurzeni po szyję w wodzie. Każda niedyspozycja czy zasłabnięcie groziło utopieniem. Akcja ratunkowa trwała ponad cztery doby i żyła nią cała Polska. Wszyscy mieli świadomość, że jeśli górnicy potopią się, będzie to największa katastrofa w historii polskiego górnictwa. W pierwszej kolejności odnaleziono dwóch zasypanych górników. W tym samym dniu poprzez rurociąg podsadzkowy na pochylni, nawiązano kontakt głosowy z główną grupą zasypanych. A kilka dni później ratownicy dotarli do miejsca, w którym zostali uwiezieni pozostali. Kolejno wyprowadzano ich na powierzchnię.
Chociaż sytuacja była bardzo groźna, w wyniku katastrofy nie udało się ocalić jednego górnika, na blisko dwustu bezpośrednio zagrożonych utratą życia…
- 352,6 MB
- 17 gru 10 0:37
W nocy, 28 sierpnia 1958 roku w kopalni Makoszowy w Zabrzu, Sztygar Augustyn Mach wydaje dwóm górnikom polecenie zespawania szyny przy drewnianej obudowie. Pół godziny później, z powodu zaprószenia ognia, wybucha w tym miejscu pożar. W pobliżu pracuje prawie trzystu górników. Jedyni ratownicy, obecni na szychcie, zaczynają walkę z ogniem, ale szybko wycofują się. Nie są w stanie ugasić pożaru. Górnicy dostają rozkaz ucieczki z dołu wszelkimi możliwymi wyjściami. Rozpoczyna się dramatyczna walka o życie w gęstych trujących dymach, które rozprzestrzeniają się po całej kopalni z powodu złego systemu wentylacji. Sztygar Mach, odpowiedzialny za spawanie, najpierw ucieka, ale potem wraca po ludzi i wskazuje im drogę ucieczki. Ratuje wielu z nich. Reszta górników, na rozkaz kierownictwa kopalni, gromadzi się na murowanym skrzyżowaniu, zwanym przez górników "kegel". Dowodzi nimi Niemiec, Sztygar Muller, który trzymając się ściśle rozkazów, nakazuje wszystkim czekać na ratowników. Jedynie młody górnik, Jerzy Kitel, namawia kilkunastu kolegów na ucieczkę z kegla na własną rękę. Tą decyzją ratuje sobie i im życie. Na powierzchni ratownicy czekają na rozkazy kierownictwa, które nie radzi sobie z akcją ratowniczą i nie wysyła ratowników na dół. Ratownicy docierają do pozostałych w keglu gorników dopiero o szóstej rano. Jest już za późno. W ciagu jednej nocy zginęło w kopalni siedemdziesięciu dwóch górników. Po tej katastrofie wprowadzono szereg zmian we wszystkich kopalniach w całej Polsce. Od tej pory spawanie odbywało się tylko pod szczególnym nadzorem. Zakazano palenia papierosów na dole. Wycofano z użycia lampy karbidowe. Wprowadzono szkolenia dla ratowników i górników, na których uczono zachowania się w razie pożaru. Urządzano tak zwane gry pożarowe, na których symulowano akcję ratowniczą. Zatamowano nieczynne wyrobiska, a drogi wentylacyjne i ucieczkowe wyraźnie oznaczono. Już nigdy potem, w żadnej polskiej kopalni, nie zdarzyła się taka katastrofa, jak w kopalni Makoszowy
- 699,9 MB
- 2 gru 10 7:02

"Laura" opowie historię cudem ocalałego z katastrofy w kopalni Halemba, górnika Zbyszka Nowaka. Pod ziemią przeżył 111 godzin. Nikt nie wierzył w jego ocalenie.
Zapraszam na filmy z serii "KATASTROFY GÓRNICZE"
z chomika sznajda
- 336,3 MB
- 18 lut 10 20:43
Od połowy lat 90-tych praca na kopalni staje się coraz bardziej niebezpieczna. Kopalnie się starzeją a nakłady na bezpieczeństwo maleją. Górnictwo, kiedyś siła napędowa polskiej gospodarki, staje się nierentowne, o górnikach coraz częściej mówi się z pogardą, że są ciężarem dla budżetu państwa. Politycy bojąc się utraty popularności grają na zwłokę, z jednej strony sztucznie podtrzymując przy życiu kopalnie z drugiej, narażając górników na pracę na granicy ryzyka. Kolejne rządy składają obietnice bez pokrycia, a górnicy dalej fedrują.Katastrofa w Bielszowicach ujawniła całą tragiczną prawdę o stanie polskiego górnictwa. 24 lutego na poziomie 405, 840 metrów pod ziemią zapalił się metan. Stężenie był tak duże, że nie wybuchł. Gdyby wybuchł, górnicy zginęli by na miejscu. Tak zostali "tylko" poparzeni. 13 górników ciężko (40-50 % powierzchni ciała), 4 lżej. Prokuratura po kilku dniach wszczęła śledztwo, które wykazało, że już dzień wcześniej w miejscu katastrofy doszło do poparzenia trzech górników. Wypadek jednak zatajono, zmuszając górników do zgłoszenia w szpitalu, że poparzył ich płyn z chłodnicy kombajnu. Zgłoszenie tego wypadku spowodowało by zamknięcie ściany a to wielka strata dla tej kopalni. Tak więc na drugi dzień w rejon zagrożenia wysłano 17 górników na pewną śmierć! Okazało się również, że od piątku ( trzy dni przed katastrofą), Główny Urząd Górniczy nakazał zamknięcie rejonu i poszerzenie chodnika. Dlaczego tego nie zrobiono? Dyrekcja kopalni nie chciała wyjaśnić. Śledztwo wykazało ponadto, że zmniejszając koszty pracy kopalni nie zbudowano stacji odmetanowania i zrezygnowano z ciągnięcia kilku kilometrów instalacji odmetanowania ( zbudowano kilkaset metrów, bo na tyle tylko starczyło pieniędzy). Praca na poziomie 405, na którym doszło do tragedii, była od lat pracą w beczce z prochem. Kontrole czujników poziomu metanu wykazały, że kilkakrotnie w ostatnich latach wymazano dane z tych dni, kiedy poziom metanu przekraczał dopuszczalną normę. Tragiczne w całej sprawie jest to, że presja wyniku ekonomicznego pokazała jak niewiele może być warte ludzkie życie.
- 310,9 MB
- 18 lut 10 15:28
Odcinek "Ostatnia szychta" poświęcony jest tragedii w kopalni Wirek, wtedy Nowy Wirek w Rudzie Śląskiej:
11 września 1995 roku doszło tu na głębokości 710 metrów dochodzi do tąpnięcia, tzw. spągowego. To narbardziej nieprzewidywalny i niebezpieczny rodzaj tąpnięć. Ruch górotworu wypiera skały od spodu, powodując wyrzucenie maszyn i górników do góry. Kiedy pękają podpory, na całym odcinku tąpnięcia dochodzi do zwału chodnika, i zasypania znajdujących się tam ludzi. Tak stało się w rudzkiej kopalni Nowy Wirek. Siła ruchu górotworu wyniosła 3,7 w skali Richtera. W okolicy tąpnięcia pracowało 9 górników. Sztygar, który zdążył jeszcze powiadomić kolegów o trzęsieniu, zginął przygnieciony taśmociągiem. O losie zasypanej ósemki, nic nie było wiadomo.
Ratownicy przystąpili do akcji: 140 metrów zasypanego chodnika, nie dało się odgruzowywać inaczej, niż na kolanach, węgiel wynosząc na obudowach aparatów tlenowych. Po 13 godzinach, ekipa posunęła się zaledwie o 10 metrów. Próby nawiązaniach kontaktu z zasypanymi, nie dawały żadnego rezultatu. Elektroniczne urządzenia namierzające, umieszczone w hełmach zasypanych, nie dawały żadnej nadziei.
Po 24 godzinach akcji ratunkowej, pukając co kilka metrów w rurę wentylacyjną, usłyszano cichą odpowiedź. Za zwałami 130 metrów węgla, ktoś żył! Od tego momentu ratownicy ( ponad 60), wykonując ostre zmiany, w temperaturze ponad 30 stopni, rozpoczęli walkę o życie kolegów. Po trzech dobach posunięto się o 55 metrów, pozostawało 90 metrów, zasypane i zagruzowane złomem i maszynami górniczymi. Przez cały czas dochodziło do lekkich tąpnięć, co groziło kolejnym zawałem. Ilu górników przeżyło, nikt z ratowników nie wiedział.
Praca odbywała się w skrajnie trudnych warunkach. W 80 centymetrowej szczelinie, ratownik do wiadra umieszczonego na linie wrzucał gruz. Szczelina powiększana była do 1, 5 metra. Górnicy zdecydowali się przebić do nieczynnego wyrobiska i przecinką dotrzeć w rejon nieobjęty zawałem.
11 września 1995 roku doszło tu na głębokości 710 metrów dochodzi do tąpnięcia, tzw. spągowego. To narbardziej nieprzewidywalny i niebezpieczny rodzaj tąpnięć. Ruch górotworu wypiera skały od spodu, powodując wyrzucenie maszyn i górników do góry. Kiedy pękają podpory, na całym odcinku tąpnięcia dochodzi do zwału chodnika, i zasypania znajdujących się tam ludzi. Tak stało się w rudzkiej kopalni Nowy Wirek. Siła ruchu górotworu wyniosła 3,7 w skali Richtera. W okolicy tąpnięcia pracowało 9 górników. Sztygar, który zdążył jeszcze powiadomić kolegów o trzęsieniu, zginął przygnieciony taśmociągiem. O losie zasypanej ósemki, nic nie było wiadomo.
Ratownicy przystąpili do akcji: 140 metrów zasypanego chodnika, nie dało się odgruzowywać inaczej, niż na kolanach, węgiel wynosząc na obudowach aparatów tlenowych. Po 13 godzinach, ekipa posunęła się zaledwie o 10 metrów. Próby nawiązaniach kontaktu z zasypanymi, nie dawały żadnego rezultatu. Elektroniczne urządzenia namierzające, umieszczone w hełmach zasypanych, nie dawały żadnej nadziei.
Po 24 godzinach akcji ratunkowej, pukając co kilka metrów w rurę wentylacyjną, usłyszano cichą odpowiedź. Za zwałami 130 metrów węgla, ktoś żył! Od tego momentu ratownicy ( ponad 60), wykonując ostre zmiany, w temperaturze ponad 30 stopni, rozpoczęli walkę o życie kolegów. Po trzech dobach posunięto się o 55 metrów, pozostawało 90 metrów, zasypane i zagruzowane złomem i maszynami górniczymi. Przez cały czas dochodziło do lekkich tąpnięć, co groziło kolejnym zawałem. Ilu górników przeżyło, nikt z ratowników nie wiedział.
Praca odbywała się w skrajnie trudnych warunkach. W 80 centymetrowej szczelinie, ratownik do wiadra umieszczonego na linie wrzucał gruz. Szczelina powiększana była do 1, 5 metra. Górnicy zdecydowali się przebić do nieczynnego wyrobiska i przecinką dotrzeć w rejon nieobjęty zawałem.
-

0 -

0 -

7 -

0
7 plików
2,99 GB
Zaprzyjaźnione i polecane chomiki (16)





















